Jadymy klasycznie, czyli standard w Beskidach ;)

Niedziela, 10 lipca 2011 · Komentarze(6)
Tak jak w tytule. W sobotę zrobiliśmy sobie wolne - było naprawdę parno i panująca duchota skutecznie nas do kręcenia zniechęcała. Założyliśmy sobie, że w niedziele śmigniemy do Ani - jej rower wrócił z serwisu, więc kółka kręcą się lepiej, a biegi zmieniają płynniej;) Na trasie zatrzęsienie rowerzystów, większość elegancko odmachuje, część z nich wita nas pozytywnymi okrzykami na co odpowiadamy nieskrępowanym wybuchem radości;) Ale wiadomo, że i buraków nie brakuje. Whatever... Jechaliśmy sobie spokojnie, aczkolwiek na trasie między Porąbką a Tresną komfort jazdy skutecznie ograniczały kawalkady samochodów - dawno tak wiele puszek nas nie mijało... Szczęśliwie docieramy do celu i otwieramy zimne piwka... ;)



Anik napiera przez Beskid Mały ;) © k4r3l

Prąd w górę, więc trzeba sobie jakoś radzić ;) © k4r3l

Końcówka podjazdu na Beskidek ;) © k4r3l

Takie widoki są na przełęczy ;) © k4r3l

Ania kończy podjazd, a ja siedzę w cieniu ;) © k4r3l

Jedna z głównych atrakcji widokowych po drodze, czyli Żar ;) © k4r3l

Ruch na Jeziorze Żywieckim w okolicach Tresnej całkiem spory;) © k4r3l

Kiedy masz już formę, zadbaj o masę ;) © k4r3l

Magurka podziwiana z Łodygowic :) © k4r3l

ZRDR (zagoń rower do roboty)

Czwartek, 7 lipca 2011 · Komentarze(9)
W skrócie. Po tygodniu ulew i jesiennych temperatur dziś prawdziwie letni dzień. Tak źle i tak nie dobrze, bo od razu rtęć skoczyła nad 25 słupek,a to niezbyt dobra temperatura na kręcenie, zwłaszcza robienie podjazdów. Dziś ponownie zagoniłem rower do roboty:) Rano było rześko, a po pracy nóżka nawet podawała :) Jako, że to standard i nic ciekawego się nie wydarzyło, więc dalej już tylko kilka fotek z trasy...

Rano myślałem, że śpie, jednak na zdjęciu wciąż widzę wielbłądy :) © k4r3l

Takie widoczki są na podjeździe pod Przegibek ;) © k4r3l

A takie na zjeździe - z prawej wyłania się cywilizacja, czyli Bielsko-Biała;) © k4r3l

Z nudów, podczas przeprawy przez Wielką Puszczę powstaje takie coś:) © k4r3l

Pracowo-deszczowo ;)

Wtorek, 28 czerwca 2011 · Komentarze(11)
Ech, czym byłby dojazd do pracy bez niespodzianek? Zwykłym, nudnym dojazdem do pracy ;) Rano rześko, 11*C ale jadę na krótko, wszak mam plan się zagrzać na podjazdach, a pierwszy mam przecież po kilkudziesięciu metrach...
Ten zajebisty widoczek niedługo przysłoni kolejna świątynia... © k4r3l

Czasu podjazdu na Przegibek od Międzybrodzia nie mierzę - na oko wyszło coś koło 25 minut. Przez miasto jedzie się ok, ruch spory ale mam farta i na światłach nie stoję długo. Standardowo składam wizytę Ani, a potem już do siebie, do tyry.
Nieśpiesznie do pracy - przystanek nad Jeziorem Czanieckim :) © k4r3l

Już podczas pracy pogoda zaczęła się chrzanić, ale wg prognoz miało padać dopiero po 19, więc miałem dojechać suchy do domu... Na Przegibkiem wiszą nieprzyjazne chmurzyska - czyżby więc powtórka z rozrywki? Już raz dopadła mnie tam ulewa z burzą, tym razem tylko na szczęście postraszyło...
Nad Przegibkiem znowu nieciekawie... © k4r3l

Aaa, tym razem czas zmierzyłem, bo brakowało mi tego pomiaru do kolekcji i wyszło od BP 23m59s więc całkiem przyzwoicie myślę, jak na jazdę po robocie...
Widoczek na zatoczkę i kultowy Żar :) © k4r3l

Na dobre rozpadało się w Wielkiej Puszczy. Początkowe siąpienie przerodziło się w regularny deszcz, którego nasilenie przeczekałem pod wiatą przystanku... Czasu jednak szkoda, poza tym zaczynało się robić chłodno, więc ruszyłem tyłek i powoli zacząłem podjazd na Beskidek...
Wielka i na dodatek mokra puszcza :) © k4r3l

Od tego momentu już wiedziałem, że suchy do domu na pewno nie dojadę:) Brak błotników, do tego letni, ale jednak zawsze, deszcz - po paru kilometrach było już mi wszystko jedno więc podkręciłem tempo wzbudzając zdziwienie poubieranych i oparasolowionych lokalesów wychodzących z kościoła :) Więcej grzechów nie pamiętam...
Takie se, że niby artistiko :) © k4r3l

Po żywieckiej stronie mocy ;)

Sobota, 25 czerwca 2011 · Komentarze(13)
Sobie odświeżyłem ostatnio jedną taką nieistniejącą już szwedzką kapelkę. Utwór jest zwyczajnie zajebisty i świetnie się przy nim kręci, zwłaszcza pod górę! Gardenian...


Luźna wyprawa w rejony, po których śmiga znany żywiecki uphill'owiec - Jeremiks :) Za cel obrałem sobie dwie tamtejsze przełęcze: Ślemieńską i Rychwałdek.
Początek podjazdu pod Przełęcz Ślemieńską;) © k4r3l

Najpierw musiałem się przedostać na drugą stronę (tj. do innego województwa;) standardowo przez Przełęcz Kocierską. Podjazd spokojny, bez pomiaru czasu, nie było też z kim się ścigać, bo wszyscy jechali w przeciwnym kierunku;) Na zjeździe trochę chłodno, kapryśne słońce chowa się za nadchodzące chmury, zaczyna kropić.
Przystanek z widoczkiem ;) © k4r3l

Widoczek z przełęczy nr 1... ;) © k4r3l

Widoczek z przełęczy nr 2... ;) © k4r3l

Widoczek z przełęczy nr 3... ;) © k4r3l

Zaczynam wątpić w powodzenie tej wyprawy, ale nie zatrzymuję się pod żadną wiatą, bo ten letni deszczyk nie jest wcale taki tragiczny a i szkoda trochę czasu;) Pada tak sobie lajtowo w całą drogę przez Łękawicę i Gilowice. Kiedy zaczyna się podjazd pod pierwszą tamtejszą przełęcz wychodzi słońce! Razem z genialnymi widoczkami i klimatem daje mi to potrzebnego kopa.
Początek ataku na Rychwałdek:) © k4r3l

I to mi się podoba :) © k4r3l

Podjeżdża się w takich okolicznościach :) © k4r3l

Następnie zjazd i atak na drugą przełęcz w okolicy z dwóch możliwych opcji wybieram ul. Karpacką. Jeszcze przyjdzie czas na drugi, ponoć bardziej stromy wariant. Podjeżdża się przyjemnie i jak się okazuje nie taki diabeł straszny;) Trzeba będzie jeszcze zrobić rewers tej trasy, bo zaprawdę powiadam Wam - warto!
Widoczek z przełęczy w stronę Łysiny i Kocierza ;) © k4r3l

Cholernie spodobały mi się tamtejsze okolice, cisza, spokój, fajne choć krótkie podjazdy - słowem raj! Poza tym przy dobrych warunkach można nacieszyć oczy kapitalnymi widoczkami! Mniam!
A to już widokówka z zapory w Porąbce ;) © k4r3l

Powrót zakładałem przez Kocierz, ale czarne, nad tym rejonem, chmurzyska skutecznie mnie od tego pomysłu odwiodły. Wracam więc przez Tresną, Międzybrodzia i Porąbkę. Droga od Tresnej mokrusieńka, więc i dupa mokra i twarz utytłana:) I tak już do samego domu. Jeszcze na koniec atak na Przełęcz Beskidek - spodziewałem się odcięcia prądu, ale udało się tego uniknąć i wjechałem bez problemu.
Na Przełęczy Targanickiej ;) © k4r3l

A pomyśleć, że miałem siedzieć tego dnia w domu... Fakt, wiatr momentami mógł być słabszy, poza tym ta niepewna pogoda ciągle nie dawała gwarancji na udany wypad. Jednak opłacało się przełamać, bo trasę śmiało mogę zaliczyć do jednych z lepszych jakie jeździłem a z pogodą miałem farta! (rozpadało się na mojej ulicy:) Polecam każdemu wycieczkę do gmin Gilowice i Ślemień - nie pożałujecie!

DPD vol.3

Środa, 22 czerwca 2011 · Komentarze(12)
Cotygodniowe DPD. Miałem jechać wczoraj, ale nie mogłem się zebrać, w sumie dobrze, bo i tak mi łeb ostro napieprzał. Dzisiaj straszyli burzami, gradobiciem, a okazało się, że był to typowy upalny dzionek z mnóstwem słońca :) Po drodze nie wydarzyło się nic szczególnego, więc dziś tylko kilka fotek dla urozmaicenia:) Z innej beczki: zaciekawił mnie ten tekst >KLIK<. Fajna inicjatywa, chociaż za moje 70 km dziennie raczej nie byliby chętni do wypłaty świadczenia :) Zresztą, nie oszukujmy się - przy obecnej czarnej dziurze budżetowej nie ma u nas szans na takie luksusy:)

Bociek na wypasie ;) © k4r3l

W stronę Porąbki:) © k4r3l

Medżik odpoczywa, a ja tyram ;) © k4r3l

Przerwa na widoczek ;) © k4r3l

Trzeci podjazd kocierski ;)

Niedziela, 19 czerwca 2011 · Komentarze(8)
Powrót do domu i jednocześnie powrót do rzeczywistości. Dwa tygodnie urlopu - bo tyle należy się przeciętnemu zjadaczowi chleba to stanowczo za mało... Trzeba będzie zacząć kombinować i przedłużać, z tego co zostało, weekendy;)
Po drodze nie brakuje malowniczych pejzaży... © k4r3l

Urlop był mało rowerowy - generalnie skupiliśmy się na wypoczynku, bo ten rok jak i poprzedni nie należały do najprzyjemniejszych... Dzisiejsza trasa bez większych urozmaiceń, więc można potraktować jako standard. Ale póki co się nie nudzi ;) Poza tym fiksująca co jakiś czas pogoda dodawała całości smaczku ;)
... jak i ciekawych przystanków na trasie ;) © k4r3l

Z racji powrotu do życia codziennego poświęciłem chwilę na uaktualnienie wiadomości z regionu. Cóż, oprócz tych prozaicznych natrafiłem na dwie dość skrajne. Pierwsza to wczorajsza tragiczna śmierć motocyklisty w Kocierzu Moszczanickim. Dzisiaj tamtędy przejeżdżałem - znicze na poboczu, pozostały jeszcze policyjne numerki - nie wyglądało to ciekawie. A scenariusz klasyczny: 30to latek wypada z drogi na ostrym zakręcie i kończy w przydrożnym rowie. Należy dodać, że nie posiadał on kasku a prosta, którą uprzednio jechał pozwala spokojnie rozwinąć maksymalną prędkość... Kolejny przydrożny krzyż niedługo zasili tą już bogatą w te symbole okolicę... Przykre...
Prosta + ostry skręt + brak wyobraźni= ... © k4r3l

Druga informacja to już z typu tragikomicznych. Otóż 28latek skoczył do rzeki Białki w centrum Bielska-Białej po wcześniejszej sprzeczce z dziewczyną. Chłop połamał dwie nogi i śmiem wątpić czy gra była warta świeczki. Od razu pojawiły się komentarze życzliwych Internautów, że jak chciał się zabić to powinien na główkę skoczyć itp. Słowem, w regionie się dzieje, oj dzieje ;)
Początek konkretnego podjazdu! © k4r3l

Na przełęcz podjechałem sobie trzecim podjazdem kocierskim, bo w tym roku jeszcze tamtędy nie jechałem i powiem Wam, że to jest ściana! Nie wiem, w ubiegłym roku nie wydawała mi się taka stroma, ale dziś jechało się tragicznie. Oczywiście na młynku, bo jakże inaczej:) Czas jakiś totalnie beznadziejny, więc nawet nie podaję ;P Na profilu wysokościowym widać bardzo ładnie jaka to ścianka - krótka ale treściwa ;)
Ciekawostka... dla złomiarzy ;) © k4r3l


Szybcy i wściekli :)

Piątek, 17 czerwca 2011 · Komentarze(7)
Dziś mało zdjęć bo i focić nie było kiedy - rywale, a zwłaszcza jeden taki, mocno naciskali i denerwująco długo siedzieli na kole :) Na weekend do Kalnej tym razem przez Kocierz - tu wszystko się zaczęło. Najpierw za pierwszym zakrętem podjazdu pod przełęcz znika mi bajker, więc nie ma zmiłuj - cisnę za nim ;) Dwa wiraże dalej oglądam się i co widzę? Napierającego kolarza na szosie. Ten mija mnie, pozdrawia i bierze się za tymczasowego "lidera" :)
Górzyste okolice Targanic :) © k4r3l

Z szosowcem nie mam szans, więc nawet nie próbuję, ale tego niby niepozornego rowerzystę w czapeczce i okularkach wyprzedzam. Jakież jest moje zdziwienie gdy dwa zakręty przed szczytem gość siada mi na kole. Nienawidzę tego, więc jadę swoje i tuż przed przełęczą wrzucam kolejny bieg i finishuje. Muszę wykonać fonkol więc się zatrzymuję a gość jedzie w stronę zajazdu... Po telefonie pora na zjazd - rywala już nie widać i raczej nie robię sobie nadziei, że go jeszcze spotkam. A tymczasem w Kocierzu Moszczanickim dostrzegam na horyzoncie niebieską koszulkę wspomnianego jegomościa :>
Niebieski "predator" ahead ;) © k4r3l

Chyba nie muszę mówić, co się dalej dzieje:) Na prostej wyprzedzam go kolejny raz machając mu ręką, ale trzeba mu przyznać, że ostro ciśnie. Na skrzyżowaniu znowu mnie dochodzi i zaczyna się powtórka z rozrywki. W międzyczasie "miśki" machają lizakiem, w sumie nie wiem czy się zatrzymywać czy nie, ale tym razem to nie bajkerzy byli na celowniku ;) Gość ciągle nie odpuszcza se myślę - wpadłem, bo już nie mam pary:) Jeszcze trochę ciągnę go za sobą pod górę (cwaniak jeden:) a on wyprzedza mnie dopiero na zjeździe... Zaczynają się jaja bo przed nami pojawia się kolejny kolarz i gość widać, że i jemu chce uprzykrzyć życie.
Taka franca wlazła mi w oponę... © k4r3l

Jedziemy ostro aż do końca zapory w Tresnej, auta nas nie wyprzedzają, bo po co jak na budziku mamy spokojnie 35km/h. Mój udział w rywalizacji kończy się na zaporze w Tresnej - obijam na Zarzecze a kolesie jadą w stronę Międzybrodzia. Ciekawe jak to się w ich przypadku skończyło. Ale normalnie szacun dla typa - dał mi niezły wycisk ;)
Przydrożny warsztat ;) © k4r3l

Za zaporą okazuje się, że złapałem gumę - chyba jednak niedokładnie oglądnąłem wczoraj oponę, bo wyciągam z niej malutki odłamek szkła... Na szczęście w pogotowiu mam ostatni połatany zapas, więc zmieniam i coś tam podpompowuję, na tyle na ile pozwala mi ledwo żywa uszczelka w pompce... Na miejsce docieram wykończony, ale usatysfakcjonowany - nie codziennie zdarza się pościgać po okolicy :)

Standard (tam i z powrotem)

Czwartek, 16 czerwca 2011 · Komentarze(5)
Wyjazd przed godz 7 rano, więc kręci się całkiem sympatycznie. Na trasie mały ruch, ale i tak zamiast przez Czaniec wybieram drogę przez Wielką Puszczę.
Międzybrodzkie o poranku ;) © k4r3l

Czas podjazdu pod Przełęcz Targanicką od skrzyżowania wynosi 8min 19 sek. Szału nie ma, ale to tak poglądowo, żeby mieć jakieś odniesienie do czasu pokonania tego wzniesienia ;)
Budowa drogi ekspresowej w Łodygowicach © k4r3l

W Kalnej posilamy się pysznymi gołąbkami i już z Anią wracamy do Andrychowa. Przed nami burza, ale na szczęście udaje się nam ją ominąć. Potem siada nam na kole, więc podkręcamy tempo żeby uniknąć zmoknięcia :)
Ania napiera, a w tle widoczek ;) © k4r3l

W niektórych miejscach musiało solidnie polać, co jeszcze widać po mokrej nawierzchni. Powietrze gęstnieje a za nami rozciąga się duża czarna chmura.
Zielono na Przełęczy Targanickiej © k4r3l

Na całe szczęście udaje nam się dotrzeć do celu moknąc jedynie od własnego potu:) W Targanicach wyjeżdża na drogę traktorek z kupą siana na wozie, wyprzedzenie graniczy z cudem a oczami wyobraźni widzimy siebie z rowerami i browarem na tym sianku;)
Ostatni podjazd ;) © k4r3l

W domu okazuje się, że złapałem kapcia a więc ta wkładka antyprzebiciowa w Kendach Khanach nie zadziałała. Cudów się jednak po tym wynalazku nie spodziewałem, zwłaszcza przy swojej wadze;) Dziura została nawet w oponie na samej górze, ale myślę, że jeszcze na nich pojeżdżę...
Zawalidroga, czyli kupa siana na kołach :) © k4r3l

Klątwa Leskowca

Wtorek, 14 czerwca 2011 · Komentarze(8)
Po tygodniu byczenia się, obżarstwa i generalnego nic nie robienia pora trochę się rozruszać. Jako, że w nadbałtyckim krajobrazie doskwiera brak większych wzniesień to też oczywistym jest, że wybrałem się w teren. Szybka zmiana opon i można ruszać...
Czas beztroski :) © k4r3l

W Zagórniku wpadam na szlak zielony prowadzący w stronę Gancarza. Wiem co mnie czeka, bo podchodziłem pod ten szczyt już wielokrotnie, ale jakoś mi to nie przeszkadza... Po drodze gubię licznik (cholerne twist-locki Sigmy) więc wracam się po niego kilkanaście metrów, na szczęście znajduje...
Gancarz, ktoś zajumał tabliczkę PTTK, ale wysokość wciąż 802m n.p.m. © k4r3l

Na Gancarzu jak zwykle spokój i ładne widoczki. Ogólne wrażenie psuje niestety chmara much, które się mnie uczepiły jak rzep psiego ogona. Walka z nimi nie ma sensu, dobrze, że jest szybki zjazd i można uciec:) Szlak w kierunku Leskowca trochę zniszczony, zwłaszcza fragment podjazdowy pod Groń JP II - tam powstały bardzo głębokie żleby, które uniemożliwiają wjazd.
Panoramka z Gancarza - warto się wspinać! © k4r3l

Na samym szczycie pustki - to właśnie lubię. Ale to trzeba mieć czas w tygodniu żeby móc się delektować takim spokojem, ciszą i przestrzenią. Ja niestety go nie mam... W drodze powrotnej planuje zjechać drogą od Gancarza w kierunku Rzyk, żeby przetestować ewentualny dogodniejszy podjazd.
Jest Leskowiec, są widoczki ;) © k4r3l

Niestety moja ukryta natura blondyna na szlaku daje o sobie znać, bo zaliczam glebę na prostym odcinku jadąc może 8km/h. Kierownica w jednej ręce, w drugiej mp3ka i tak to się właśnie robi :) Jak widać dużo nie trzeba. W efekcie mam malownicze szramy na piszczelu i potłuczone pozostałe kończyny.
Na szczycie spokój i pucha :) © k4r3l

To już trzeci raz jak jestem na Leskowcu i trzecia gleba (wcześniej potłukłem dupę uślizgując się na resztkach śniegu i przeleciałem przez kierę na korzeniach zjeżdżając czarnym szlakiem:) Widać, że do tej góry nie mam szczęścia, ale będę próbował do skutku:)
Efekt bezmyślnej gleby :) © k4r3l

Z racji uszczerbku na piszczelu wracam znanym szlakiem serduszkowym a następnie czarnym (tutaj maks asekuracja:) przez Rzyki Jagódki do Andrychowa. Po drodze się okazuje, że coś skrzypi w okolicy amortyzatora/sterów - kij wie co to jest, ale fakt faktem rama jest z dupy, a raczej z gumy... Powoli zaczyna mnie drażnić ten kellys'owski bubel... Poza tym fajnie jest znowu śmigać po górkach:)

DPD z przygodami :)

Wtorek, 31 maja 2011 · Komentarze(11)
Jadąc sobie po górkach słuchałem sobie najnowszej Pati Yang. Jak zwykle genialna nutka! Chyba jedyne "elektroniczne" dźwięki jakie mi się podobają (mam wszystkie albumy, pora na kolejny:) Tym razem bliżej Boga... Pewnie klip kręcony w Świebodzinie:)


Kontynuacja ubiegłotygodniowego postanowienia, a więc kolejny raz do pracy na 2 kółkach:) Dziś wyraźnie cieplej niż ostatnio, jedzie się bajecznie:) Przegibek zdobywam tym razem w czasie 24:15, a więc poprzedni rezultat poprawiony o prawie 40s :) Na jakiś czas robię przerwę z podliczaniem, niech sobie nóżki odpoczną :)
Taki widoczek zostawiam za sobą :) © k4r3l

Będąc już w stolicy Podbeskdzia zaglądam do Ani i sprawdzam czy się nie obija w pracy ;) Później przez centrum koło teatru, Cechową i obok C.H. Sfera., gdzie stoi nowy pomnik dwóch kreskówkowych bohaterów: Bolko i Lolko :) (btw: dziś w "Trójce" z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka trwa dzień z Bolkiem i Lolkiem - ich przygody przedstawia Anna Maria Jopek:)
Bolek i Lolek w jednym stali domu, czy jakoś tak :))) © k4r3l

Po pracy misja: przebijanie się przez zakorkowane miasto - tym razem sprawniej niż tydzień temu, kierowcy zostawiają sporo miejsca po prawej stronie, można zawsze podjechać bliżej na skrzyżowaniu i zająć pole position:)
Czarno nad Straconką :) © k4r3l

W Straconce na horyzoncie pokazuje się granatowe niebo, to znak, że nad Przegibkiem zbierają się burzowe chmury. Ulewa dopada mnie na ostatnim łuku przed prostą prowadzącą do parkingu na szczycie. Tam znajduję schronienie pod daszkiem sklepiku, gdzie już ulokował się jeden endurowiec. Z krótkiej wymiany zdań dowiaduję się, że ma zamiar przez górki przedostać się do Kóz... A deszcz napieprza konkretnie, pioruny w walą niepokojąco blisko, nagle zrobiło się zimno jak diabli...
Nie widać, ale trwa właśnie nawałnica :) © k4r3l

Po jakichś 40 min przestaje, można się brać za zjazd. Jeden z moich najwolniejszych (ok. 18km/h:) i bardzo mokrych. Już dawno tak asekuracyjnie nie jechałem, ale te Kendy nie nadają się na mokre warunki... Strasznie człowiek marznie na zjeździe, kiedy nie musi pedałować... A dupa mokra :)
Zjazd do Międzybrodzia, na drodze ślisko i mokro:) © k4r3l

W Międzybrdziu już zdecydowanie cieplej, a w Porąbce po deszczu ani śladu, asfalty suchusieńkie... Wielka Puszcza mija ok, podobnie jak wyjazd na Przełęcz Beskid Targanicki... Krótki oddech i można toczyć się z górki do domu.
Droga się urywa? Nie, to podjazd na Beskidek:) © k4r3l