Wpisy archiwalne w kategorii

Rekord

Dystans całkowity:228.50 km (w terenie 7.50 km; 3.28%)
Czas w ruchu:10:55
Średnia prędkość:20.93 km/h
Maksymalna prędkość:65.00 km/h
Suma podjazdów:4263 m
Maks. tętno maksymalne:208 (107 %)
Maks. tętno średnie:155 (79 %)
Suma kalorii:2077 kcal
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:76.17 km i 3h 38m
Więcej statystyk

Uphill MTB Beskidy 2013 - Równica

Sobota, 24 sierpnia 2013 · Komentarze(22)
Uczestnicy
Czasówka na Równicę już od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie. Myślałem, też nad całym cyklem, ale w sumie podjazdy w terenie to inna bajka. Też lubię ale jednak na asfalcie mam większe doświadczenie. Dlatego wybraliśmy się z Dominikiem do Ustronia na rowerach ;) Czyli w ramach rozgrzewki naszym łupem padła Przełęcz Salmopolska i trochę kilometrów (85 miałem przejechane w momencie startu właściwego;)
Poranny dojazd w prawie jesiennych warunkach ;) © k4r3l

Godzinę później już piękne słońce ;) © k4r3l

Po drodze na rynek do biura zawodów mija nas wesoła gromadka dopingujących rowerzystów - to Marek i Waldek ze znajomymi z Cieszyna. Obiecują wsparcie na trasie i fotki - miło z ich strony ;) W biurze ogarniamy temat zapisów - numerek na kierownicę, żel do kieszonki a izon do koszyka :) Jest 9:30 a więc musimy czekać prawie 2h na naszą kolej - start odbywa się zgodnie z numeracją (nasze numery to 209 i 210) i przypada na 11:20.
Biuro zawodów na rynku w Ustroniu ;) © k4r3l

Na starcie: kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi, koksy i amatorzy - dosłownie wszyscy ;) © k4r3l

Praktycznie cały ten czas spędziliśmy na wiadukcie jeżdżąc tam i z powrotem no i przyglądając się startom. Chwilę przed odprawą postanawiamy wjechać kawałek wyżej. Nieco później dogania nas jak zawsze wesoły Adam. Jedziemy jeszcze trochę, ale za kostką brukową zawracamy, co by nie przegapić odprawy (debiutanci jesteśmy, więc postanowiliśmy tego wysłuchać). Na mostku zagaduje mnie Maks (fejsbukowy znajomy z bbriderZ) oraz Maciek z krakowskiego teamu rowerowanie.pl, który zapamiętał mnie z Trophy - podczas któregoś etapu chyba staliśmy obok siebie na starcie - fajnie ;) Chłopak niepozorny taki a walczy o pierwsze miejsce na podium w swojej kategorii - szacun!
Dominik na tle uzdrowiskowych piramid ;) © k4r3l

Adamuso na kilka sekund przed startem ;) © k4r3l

Zbliża się godzina startu, izotonik cały wypity, baton i banan zjedzony, jeszcze tylko żel i można ustawiać się w kolejce. Napięcie można kroić nożem ;) 5...4...3...2...1 Start. Ruszam swoim tempem, ale już chwilę później redukcja i pierwsze obawy - czy starczy sił, czy nie za mocno? Serce wali nie ze zmęczenia ale ze stresu ;) Ale jadę, głowa w dół, żeby nie widzieć drogi przed sobą.

Foto @ Marek87

Zaczyna się kostka brukowa, od tego fragmentu czuję, że jadę swoje - głowa wyłączona, pracują tylko nogi! Chłopaki stoją na końcu tego odcinka robią foty i kibicują - kolejny zastrzyk energii. Pierwszy zawodnik pojawia się w zasięgu wzroku - włącza się tryb forfitera. Wyprzedzanie na takiej trasie, podczas gdy startujesz co 30 sekund, daje naprawdę porządnego kopa. Dalej mijam gościa prowadzącego rower, więc albo skurcze, albo defekt. Nieco wyżej kolejni dwaj zawodnicy - łykam jednego, drugi siada mi bezczelnie na kole. Na szczęście za zakrętem czeka Adam z aparatem - błysk flesza + kilka słów moblizacyjnych i odchodzę od kolesia na bezpieczną odległość.

Foto @ murbanik@interia.pl

Chwila jazdy w samotności i następny zawodnik a raczej zawodniczka - jej mowa ciała jest jednoznaczna: "niech się w końcu ten podjazd skończy". Łykam ją bez problemu :) Wjazd do lasku i chwilę przed końcowym wypłaszczeniem słyszę dziwne stuki za sobą. Nie oglądać się - taka była taktyka. Ale gość zbliża się wyraźnie aż w końcu wyprzedza mnie na początku prostej. Odpuszczam mu, bo to jeszcze ~600m płaskiego a walka z kołami 29'' na prostej z góry skazana jest na porażkę. Przy budce parkingowego wrzucam blat i nisko pochylony szarżuję w stronę mety. Koniec ;)

czas:
00:21:13,13

w kategorii (M3):
16/51

pozycja open:
60/184

strata do zwycięzcy (Mariusz Kozak 00:15:51,81):
00:05:21,32

Kilka spostrzeżeń sprzętowo-organizacyjnych. Organizacja eventu bez zarzutu, wszystko garnięte perfekcyjnie. To faktycznie, bardzo kameralna impreza, na którą jednak przyjeżdża wielu przecinaków i maratończyków (JBG2), ale także i kompletnych amatorów. Dużo dzieci i mastersów (kategorie M5 i M6 to standard). Inna kwestia to fakt iż tak różnorodnych konfiguracji niektórych maszyn dawno nie widziałem, ale jestem zdania, że tłentynajnery na szosowych oponach szosowych to powinna być osobna kategoria (wiem, wiem, kłania się maść na ból dupy;)... Anyłej, rowery wylajtowane, amortyzatory pozamieniane na widelce sztywne, poodpinane hamulce (jeden koleś jechał tylko na przednim canteliverze wątpliwej jakości;). Slik z przodu, gruby bieżnik z tyłu też nie były rzadkością, z czego organizator raczył sobie nawet zażartować ;)

Foto @ Barbara Dominiak

W drodze powrotnej namówiłem Dominika na podjazd na Kubalonkę od Wisły - jeszcze tamtędy nie jechałem. Droga całkiem przyjemna a i nachylenie zacne ;) Z Kubalonki przez Zameczek pod nieszczęsny Salmopol, na którym organizm zaczął się buntować. I tak przez kolejne 30km - jak nie stopy, to dupa i vice versa. Ostatecznie wróciłem zajechany na maksa, ale tego mi właśnie było trzeba ;) Dzięki Dominik za towarzystwo, dzięki chłopaki (Adam, Marek, Waldek) za doping - było zajebiście :)

Kocierz MTB - vol.II ;)

Piątek, 21 września 2012 · Komentarze(4)
Wyjazdy ostatnio jakieś takie krótkie, więc i nutka będzie krótka. A że trasa dość intensywna, to też i dźwięki intensywne będą;) Fajnie zmontowany klip, polecam jednak posłuchać i pooglądać jak faktycznie wypadają na żywo! Blood Red Shoes - 2 osoby i tyle hałasu, hehe.

Start mniej więcej o tej samej porze, co wczoraj. Ale za to czas uphillu w terenie zdecydowanie lepszy (21:48 a więc 3 minuty poprawione - udało się pokonać jeden z podjazdów, na których wczoraj skapitulowałem), choć frajda z samej jazdy jakby mniejsza - nic dziwnego, jesień za progiem:/ Ale jesień oprócz standardowych rzeczy, na które narzekamy (szybko zapadający zmrok, deszczowa aura, niska temperatura) niesie ze sobą dużo pozytywów (rześkie powietrze, kapitalne barwy, świetny klimat). Najważniejsze, żeby minusy nie przesłoniły Wam plusów, a nie jak w "Misiu", na odwrót :) I tego się trzymajmy :)
Jeszcze Cie podjadę, fragmencie ty! ;) © k4r3l


HZ: 27% - 0:23:58
FZ: 22% - 0:19:33
PZ: 36% - 0:31:19


Poniedziałkowo-rekordowo:)

Poniedziałek, 10 września 2012 · Komentarze(9)
Nowy, nieco drastyczny klip Blood Red Shoes - nie mogę przekonać się do studyjnej wersji tego kawałka, jest jakaś taka anemiczna, na koncertach zdecydowanie wypada lepiej. Zresztą, tak jak i większość ich zajebistego repertuaru. Tylko dwoje muzyków a tyle wspaniałych dźwięków...


Wieczorny wyjazd w niezwykle sprzyjającej temperaturze. W związku z czym spodobało mi się określenie Wojtka, jakoby nadeszło Lato 2.0:) Ostatnio byłem tak wyjechany, że ani mi nie przyszło na myśl bawienie się w bicie jakichkolwiek rekordów. Zresztą niedzielna średnia po 2 tygodniach przerwy pozostawia wiele do życzenia.... Oczywiście, nie jest to najważniejsze, ale niejako rzuca światło na formę, wszak wiadomo, że rower nie służy do filozofowania, tylko do jeżdżenia:)
Widok z kocierskiej ławeczki ;) © k4r3l

Dziś zrobiłem sobie czasówkę na Kocierz i udało mi się ustrzelić nowy, lepszy czas wyjazdu (od znaku 8% do tabliczki Przełęcz Kocierska) 15:16. Nie pamiętam poprzedniego czasu, ale na pewno nie był aż tak dobry. Tętno co prawda wysokie, ale nie może być inaczej, kiedy idzie się na rekord po takiej przerwie:) Później jeszcze wjazd na Przełęcz Targanicką i powrót do domu w ciemnościach przy dogasającej lampce (padła zaraz po przyjeździe:)