Wyjazdy ostatnio jakieś takie krótkie, więc i nutka będzie krótka. A że trasa dość intensywna, to też i dźwięki intensywne będą;) Fajnie zmontowany klip, polecam jednak posłuchać i pooglądać jak faktycznie wypadają na żywo! Blood Red Shoes - 2 osoby i tyle hałasu, hehe.
Start mniej więcej o tej samej porze, co wczoraj. Ale za to czas uphillu w terenie zdecydowanie lepszy (21:48 a więc 3 minuty poprawione - udało się pokonać jeden z podjazdów, na których wczoraj skapitulowałem), choć frajda z samej jazdy jakby mniejsza - nic dziwnego, jesień za progiem:/ Ale jesień oprócz standardowych rzeczy, na które narzekamy (szybko zapadający zmrok, deszczowa aura, niska temperatura) niesie ze sobą dużo pozytywów (rześkie powietrze, kapitalne barwy, świetny klimat). Najważniejsze, żeby minusy nie przesłoniły Wam plusów, a nie jak w "Misiu", na odwrót :) I tego się trzymajmy :)
Odkryte przypadkiem, uwielbiam takie niespodzianki. Japoński grind rock pełen progresywnych i psychodelicznych elementów charakterystycznych dla niezwykle barwnych lat 60tych. Większość odpadnie po zasłyszeniu kilku "rzygających" wokali, ale na wszystkich, którzy wytrwają pierwsze 3 minuty czeka prawdziwa uczta:)
Na początek trochę cyferek: 3,7km podjazd zielonym szlakiem, 185m w pionie, i jak na razie fatalny czas: 25,28. Tak w skrócie wygląda uphill MTB na Kocierz. Świetna baza treningowa, choć od ostatniego razu (a było to rok temu jak tam byłem) szlak odrobinę się zmienił. Dużo na nim gałęzi i luźnych kamieni, a po ostatnich opadach doszło do tego wszystkiego błoto. Niestety, nie obyło się bez podprowadzania roweru...
Czasami mam problem z dodaniem odpowiedniej muzyki, bo tej dobrej jest naprawdę cała masa i co chwila ukazują się świetne krążki. Tym razem będzie absolutna nowość, najnowszy album Devina Townsenda. Posłuchajcie tylko jaki wspaniały, wręcz baśniowy klimat tworzy jego wyczesany wokal w duecie, z jak zwykle zjawiskową, barwą Anekke. Dwa najlepsze na tę chwilę głosy w muzyce rockowej!
-> MisterDry czyli Bartek skrzyknął swoich ziomków (-> Piksel oraz -> Outsider) i wczesnym rankiem opuścili Częstochowę i przyjechali w zakosztować trochę Beskidu Małego. Miało być jak najwięcej terenu, więc wybór padł na zielony szlak wiodący przez Gancarz w kierunku Leskowca. Ostrzegałem ich przed jednym ostrym podejściem właśnie pod sam Gancarz, ale w rzeczywistości było ich w sumie z 3-4 (bardziej lajtowe).
To co zastaliśmy pod Gancarzem ostro siadło nam na psychę, ale humory nie odpuszczały. Szlak z wąskiej rynny, którą jako tako zawsze dało się wleźć na szczyt zmienił się w dwumetrową autostradę o chyba jeszcze większym nachyleniu niż wcześniej. Luźne kamienie i tony błota nie ułatwiały wspinaczki. To oczywiście efekt zwózki drzewa:/
Między Gancarzem a Groniem JPII zaliczam mini-glebkę z powodu nie wypięcia się z SPD. Co ciekawe na podjeździe, więc większych strat, oprócz dziury w kolanie, brak. Ale "klątwa Leskowca" podtrzymana, hehe. Pod schroniskiem tłumy, kiełbaska się piecze, dzieci z oazy tańczą i śpiewają, a my udajemy się do budki z zimnym, lanym browcem. W takich okolicznościach smakuje wybornie, tylko jakby ciężej wsiąść na rower i ruszyć ;)
Na Leskowcu widoki raczej marne, ale nie zrażeni tym rozpoczynamy zjazd czerwonym w kierunku Łamanej Skały. Chłopaki z Częstochowy ostro wymiatają, nie wiem czy to wina ich karbonowych cudeniek czy też może doświadczenia i techniki. Pewnie jednego i drugiego, ale tak czy inaczej szacun. Ja z kolei wreszcie mogę robić podjazdy na młynku, co znacznie wpłynęło na płynność pokonywania wzniesień.
W okolicach Smrekowicy chłopakom zachciało się poszukać Groty Komonieckiego. Szkoda, że jeszcze nikt tego należycie nie oznakował. My musieliśmy skapitulować, zadowoliliśmy się jedynie odnalezieniem źródełka, gdzie uzupełniłem wodę (nawet smaczna;)
Zielony w kierunku Łysiny to poezja. Pisałem to wielokrotnie, napiszę raz jeszcze: to najlepszy szlak w Beskidzie Małym! Po drodze w okolicy Gibasów Gronia zaliczamy epizod serwisowy. Outsider łapie kapcia (sądząc po dziurce winny był jakiś kolec). Po drodze mijaliśmy naprawdę sporo ludzi, zawsze pełna kulturka, ale dopiero jakaś młoda matka z dzieckiem w nosidełku widząc nas zaczęła coś tam brąchać o PIESZYM szlaku. Nie wiem, ale dla mnie były to zawsze szlaki TURYSTCZNE. Nieważne.
Na Ścieszków Groniu rozsiadamy się na polance "pod drewnianym aniołem", czyli tej z najpiękniejszym widokiem w okolicy;) Anioł od ostatniego czasu teleportował się na słup energetyczny, szkoda, bo teraz dziwnie to wygląda. Chłopaki widać, że zadowolone, pogoda dopisuje. Niestety, ja się muszę zbierać, bo mam sprawę do załatwienia. Zostawiam ich pod czujnym okiem -> Jakubiszona (pisałem, że on też z nami jechał od początku?:) Mają w planach podjazd na Kocierz i potem jeszcze Potrójną i Jawornicę.
Wypad zaliczam do megaudanych, pomijajac to błoto, w które pakowaliśmy się przy każdej nadażającej się okazji i straty w sprzęcie (usyfiony napęd, zgubiona moja niezawodna, 14letnia tylna lampka - kto bieże lampkę w góry?). Stuprocentowe MTB, w prawdziwych, górskich warunkach, a nie takie jakieś na ścieżkach wysypanych żwirkiem. Dzięki za wypad chłopaki.
Chyba większość tak ma, że gdy się kończy coś fajnego, jakiś miły okres w naszym życiu, urlop czy nawet krótki, ale jakże ważny weekend dopada nas pewnego rodzaju przygnębienie. O tym właśnie podśpiewuje sobie w najnowszym singlu Lana. I co jak co, ale wychodzi jej to zajebiście, za-za-zajebiście:)!
Sobota jak zwykle do południa pracująco-sprzatająca, czasu styknęło zaledwie na wieczorny wypadzik na lajcie, co by nie zapomnieć, jak się korbą macha. Za to jutro sobie odbiję, albo raczej odbijemy, bo -> MisterDry zaproponował "beskidzką rąbankę", co w moim przypadku oznaczać będzie pierwszy w tym roku poważniejszy wypad w teren. Lepiej późno niż wcale, hehe. Trzymajcie za nas kciuki ;)
Dwie kapitalne thrashowe płytki w jednym roku to rzecz jasna Testament i Dublin Death Patrol. Ta druga coraz bardziej mi się podoba, głównie ze względu na dwa legendarne wokale. Nie muszę dodawać, że świetnie się przy tym jeździ! Teraz pozostało czekać oczywiście na nowego Slayer'a!
Wtorkowy standard treningowy, tym razem dla urozmaicenia, zaczynam od Targanickiej (dwie strony) a później Kocierska (także z dwóch stron:). Wieczór bardzo ciepły, nie to co dziś. Brakowało tylko okularów na nosie - gdzieś zgubiłem jedno przezroczyste szkiełko, co przy jazdach wieczornych jest raczej niezbędne:/
Nowy, nieco drastyczny klip Blood Red Shoes - nie mogę przekonać się do studyjnej wersji tego kawałka, jest jakaś taka anemiczna, na koncertach zdecydowanie wypada lepiej. Zresztą, tak jak i większość ich zajebistego repertuaru. Tylko dwoje muzyków a tyle wspaniałych dźwięków...
Wieczorny wyjazd w niezwykle sprzyjającej temperaturze. W związku z czym spodobało mi się określenie Wojtka, jakoby nadeszło Lato 2.0:) Ostatnio byłem tak wyjechany, że ani mi nie przyszło na myśl bawienie się w bicie jakichkolwiek rekordów. Zresztą niedzielna średnia po 2 tygodniach przerwy pozostawia wiele do życzenia.... Oczywiście, nie jest to najważniejsze, ale niejako rzuca światło na formę, wszak wiadomo, że rower nie służy do filozofowania, tylko do jeżdżenia:)
Dziś zrobiłem sobie czasówkę na Kocierz i udało mi się ustrzelić nowy, lepszy czas wyjazdu (od znaku 8% do tabliczki Przełęcz Kocierska) 15:16. Nie pamiętam poprzedniego czasu, ale na pewno nie był aż tak dobry. Tętno co prawda wysokie, ale nie może być inaczej, kiedy idzie się na rekord po takiej przerwie:) Później jeszcze wjazd na Przełęcz Targanicką i powrót do domu w ciemnościach przy dogasającej lampce (padła zaraz po przyjeździe:)
Godzina mojego wyjazdu pokrywała się z godziną rozpoczęcia jednej z najlepszych trójkowych audycji, czyli -> Piosenki bez granic. Wojtek Mann wiedział jak rozpocząć: cover "Smoke on the Water" w wykonaniu Carlosa Santany & Jacoby'ego Shaddix'a (chyba z Papa Roach) dodał energii. Dalej było jeszcze ciekawiej wystarczy zerknąć na dzisiejszą -> playlistę. Niestety 2h minęły jak z bicza trzasnął i na antenie pojawił się Hirek Wrona, który jak wiadomo propaguje hip-hop. Polski hip-hop, dodajmy:/ Mnie natomiast ujął totalnie ten kawałek, wrzuciłbym go spokojnie na soundtrack to "Kill Billa" czy "Pulp Fiction"...
Co to były za dwa tygodnie. Z czasem bywało różnie, kiedy był, nie miałem chęci, kiedy miałem chęci, było co innego do zrobienia. Trochę pomagałem przy małym remoncie, ale to i tak mnie nie usprawiedliwia nawet w 10%...
Myślałem nawet ostatnio trochę nad jakimiś rowerowymi eventami, wiecie bez napinki. ->BSOrient wydawał się naprawdę fajną opcją na spędzenie wolnego czasu, ale ostatecznie decyzji nie podjąłem. Poczytam relacje uczestników i może spróbuję za rok:) Jak się uda to fajnie byłoby jeszcze wystartować w ->Uphill MTB.
Dziś wybrałem się standardowo na Kocierz. Zaraz na początku spotkałem dalszego sąsiada ze znajomym prowadzących rowery pod górę. Myślałem, że jakaś awaria, ale oni preferowali po prostu bikewalking, hehe.
Dawno nie było mnie w Kocierzu Rychwałdzkim. Chyba podobnie urokliwa miejscówka jak Dolina Białej Wisełki - kilkukilometrowa wąska i kręta droga pnąca się delikatnie w górę wzdłuż potoku otoczona lasami i górami.. Niedziela rano to idealna pora na objazd tej miejscówki, ludzie dopiero wychodzą z kampingów, rozpalają pierwsze ogniska, cisza, spokój.
Podczas powrotu przez Kocierz minęło mnie sporo starych samochodów rajdowych, rozpoznałem fiaty, maseratti i czerwonego porshe:) Jako, że nie mam nigdy do bankomatu po drodze zajechałem dziś i przy okazji rzuciłem okiem na ponoć "słynny" andrychowski most. Sami możecie sobie sprawdzić jak postępują prace ->tutaj.
Następnie rundka obok Domu Kultury, w którym trwa turniej Counter-Strike'a :) i wbitka na na najlepszego gofra w mieście za, dodajmy to, uczciwą cenę:)
Dobrze jest mieć pasję, prawda? O tym też śpiewa Anka na nowej pycie Eye For An Eye. Mój ulubiony, megapozytywny kawałek z płyty pod tytułem "Krawędź". Nie mogłem nigdzie znaleźć tego kawałka, więc wrzuciłem go sam na YT :) Jest krótki, więc spokojnie możecie odpalić podgłaśniając nieco volume :))
Mimo ciulatej pogody postanowiłem przejechać się rekreacyjnie. Wybrałem się do Kóz na oficjalne dożynki województwa śląskiego by przyjrzeć się warsztatom dekupażu prowadzonym przez Bulmę (www.bulma.art.pl). Miałem jechać bocznymi drogami ale się oczywiście pogubiłem i wyjechałem z powrotem na krajówkę w Bujakowie.
Na miejscu ludzi w tzw. cholerę :) Ulokowałem się z rowerem pod namiotami za przyzwoleniem szanownego grona >>_LGD i stamtąd obserwowałem całe to dożynkowe towarzystwo:) Atmosfera sielankowa, ze sceny niosło się gorolskie zaciąganie, piski, okrzyki i inne folkowe dźwięki. Powrót przez Podlesie bezstresowy, trochę po drodze siąpiło, ale daleki jestem od stwierdzenia, że jechało się źle.
Dziś soundtrack'owo. Choć w "Californication" nie ma szczególnie porywającej muzyki to jest kilka fajnych scenek z odpowiednim podkładem. Było już intro z Alice in Chains, cover Black Sabbath, pora nad "twinpeaks'owy" rozgrzewacz z Led Zeppelin w roli muzycznego tła :)
Pierwszy raz w tym tygodniu. Upały i powrót do pracy skutecznie mnie zniechęciły do jazd. Wyjechałem po 19 kiedy zrobiło się już całkiem sympatycznie. Zmrok zapada już jednak bardzo szybko, dlatego wracając świeciłem sobie led'em z telefonu, bo nie przewidziałem tak rychłego nadejścia zmroku i nie zabrałem lampki. Wyjazd bez wszelkiej elektroniki - dobrze czasem odpocząć od cyferek :)
Niedzielny powrót miał zawierać w sobie jedn kluczowy uphill - Magurkę, ale wyjechałem późno i jakoś tak bez power'a. Miałem jechać przez Międzybrodzie ale jak zobaczyłem sznurek aut ciągnący się sprzed zapory do centrum Czernichowa to zwątpiłem i "uciekłem" na luźniejszą szosę wiodącą przez Kocierz. Ruch zdecydowanie mniejszy, na podjeździe mający tendencję "falową" (kilka aut jedno za drugim) powodowaną ruchem wahadłowym i światłami przy budowanym moście :) Podjazd bez napinki, a więc czas słaby :)
Ps. te nowe supporty są o dupę rozbić, dopiero co go czyściłem, smarowałem, a ten zaś po raptem 90km zaczyna strzelać! Focha :) Już chyba ze trzy razy się do niego od nowości dobierałem, a na starym przejeździłem 2,5 sezonu, przy czym jak strzelało, to po jakimś czasie przestawało, a tutaj za cholerę nie chce:/