Nieczynny, z powodu, że zamknięty ;)

Wtorek, 26 października 2010 · Komentarze(18)
Jako, że ostatnio lwia część BikeStats jest w dołku, to będzie piosenka o byciu w dołku:)

To prawdopodobnie koniec sezonu dla mnie i Medżika. Pora na podsumowanie. Drugi rok z BikeStats uważam za całkiem udany. Nie wliczając w to perturbacji powodziowych, które wykluczyły mnie z jazdy w miesiącach maju i czerwcu. Na plus to oczywiście większa ilość górek (zdobycie Baraniej, Czupla, Hrobaczej Łąki i obu Magurek), czyli to co sobie założyłem na samym początku tego roku.
Jesień w Beskdzie Małym... © k4r3l

Druga najważniejsza rzecz to integracje - dość niespodziewane, ale bardzo miłe. Ela i Piotr nęcili mnie od dawna swoimi pięknymi fotorelacjami, w dodatku to sąsiedzi "zza miedzy", więc z nimi było najłatwiej ;) W tym samym czasie poznałem też zwariowanego Hose'go - jeździliśmy krótko, ale i to spotkanie wspominam bardzo dobrze;) Najbardziej zaskakującym było jednak poznanie pewnego Poznaniaka - Jacka. Kto by pomyślał, że do tego dojdzie :) I pomimo, że uciekał mi na każdym podjeździe, miałem satysfakcję, że mogłem go oprowadzić po naszych górkach;) Pozostał jeszcze Shovel, czyli tyski entuzjasta dwóch kółek, zakochany w Beskidach, który ostatnimi zmienił wyznanie. Odszedł od hardtajlowców i przyjął dość ortodoksyjną wiarę, a mianowicie endurism :D
Nie widać na zdjęciu, ale halny szaleje :) © k4r3l

Udało się wykręcić nieco więcej kilometrów niż w zeszłym roku, a więc wstydu nie ma, choć oczywiście mogło być lepiej. Wmawiam sobie, że to nie o ilość chodzi a jakość :D Co przyniesie 2011 rok? Kto to wie... W powietrzu wiszą kolejne integracje z mistrzami podjazdów: Webitem i Jeremiksem. Trochę się tego obawiam, zwłaszcza ich ostatnich planów, bo to prawdziwi wymiatacze - trzeba będzie się przyłożyć;)
Do zobaczenia za kilka miesięcy:) © k4r3l

Jako, że wpis znajduje się w kategorii: warsztat, wypada więc rzec mi kilka słów na temat sprzętu. Kellys Magic to pierwszy góral z amortyzacją jaki kupiłem, za swoje wówczas ciężko zarobione pieniądze. Przez półtorej roku nie miałem z nim większych problemów, nie licząc pewnych drobnych (z pozoru) epizodów z rozedrganą kierownicą. Dopiero ostatnio, po namowie Maksa (on również miał podobny problem, który udało się rozwiązać na zasadach wynikających z reklamacji) rozpocząłem bój o prawo do jazdy rowerem bez takich konstrukcyjnych anomaliów, żeby nie powiedzieć niewypałów. Ten filmik wszystko wyjaśnia:

Dzisiaj zrobiłem orientacyjnie ok 8 km żeby samemu zarejestrować to zjawisko, niestety, bez dodatkowego operatora się nie obejdzie:) Poza tym znalezienie u mnie w mieście drogi z lekką pochyłością i dobrą nawierzchnią graniczy z cudem. Wszędzie bruk! Jazda "bez trzymanki" to nie jest jakiś priorytet, ale ten jeden eksperyment dużo nam mówi o bublu jaki pchnął na rynek słowacki producent (bo rama chińska ale z Tajwanu:). Już nawet mój 12 letni Author zachowuje się lepiej niż ten Kelly's. Nic więcej na razie nie napiszę, poza tym, że panowie z Kellys'a chyba zmienili swoją politykę co do uznawania takich reklamacji, gdyż widocznie wydało im się to nieopłacalne. Dla mnie to zwykłe chowanie głowy w piasek, ale tak jak mówię, czas pokaże co z tego wyjdzie.

Spontan przez Magurkę ;)

Niedziela, 10 października 2010 · Komentarze(19)
Popołudniowy powrót do domu z początku nie był najprzyjemniejszy. Nie dość że rano helikopter i kac niemożebny po sobotniej imprze, to jeszcze dziwnie silny wiatr w twarz. Jednak kilka kilometrów dalej chęć do jazdy wraca i czekając na przejeździe kolejowym w Łodygowicach postanawiam zaatakować Magurkę Wilkowicką (909m n.p.m.)- w końcu mam tam rzut beretem :)
W oczekiwaniu na Żółtą Bestię :) © k4r3l

Do tej pory podjeżdżałem ten szczyt tylko raz, po drodze zaliczając kilka wymuszonych brakiem kondycji przerw. Tym razem się zaparłem i całość podjechałem bez żadnego przestoju.
Początek podjazdu... © k4r3l

Przed atakiem mija mnie gość na szosówce, nic nie mówi, śmiga w górę w momencie kiedy ja łykam niebieski płyn wiadomego pochodzenia i o wiadomym składzie:) Rękawiczki lądują w plecaku (swoja drogą solidnie obciążonym cywilnymi ciuchami z weekendu;), kask na kierownicy i ruszam. Na pierwszym łuku dochodzę wspomnianego kolarza, coś tam zagaduję, ale gość (chyba nie Polak) nie bardzo rozmowny, więc nie oglądając się za siebie pojechałem dalej zostawiając go w tyle.
Na szczycie słonecznie, choć widoczność marna:/ © k4r3l

Podjazd jest, ekhm, ku..wski, choć ma zaledwie 4 km...:) Ale łyknąłem go chyba w niecałe 25 minut, dokładnie nie wiem. Na szczycie krótki popas i pora na zjazd. Wybrałem szlak żółty, który wg oznaczeń ma mnie w 1h30m zaprowadzić w dół do Międzybrodzia Bialskiego. Zjeżdżam go w niecałe 40 min...
Początek żółtego. © k4r3l

Atrakcyjny widokowo fragment;) © k4r3l

Szlak jest całkiem przyjemny, nie ma kamienistych i zdradzieckich rynien, za to na początku jedziemy przez przykryte trawą kamienie, ze świetnym widokiem na Żar, Czupel i leżące w dolinie Jezioro Międzybrodzkie, a po skręcie o 180* zaczyna się szeroka na 2 metry leśna droga usłana liśćmi wijąca się między górkami... Nie ma co szaleć, bo pieron jeden wie, co pod tym dywanem się kryje, więc zjazd na lajcie i bez pośpiechu.
Na zdradliwym dywaniku:) © k4r3l

Zmiana nawierzchni :) © k4r3l

Dalej już wbijam na znany standardowy odcinek zjazdowy z Przegibka i w centrum Międzybrodzia odbijam na Porąbkę, by później skręcić do Wielkiej Puszczy (asfalt jeszcze nie wylany:/). Na koniec wspinam się na Przełęcz Targanicką (705m n.p.m.) , a później już tylko z górki, a więc czysty relaks, jeno depnąć w pedał trzeba mocniej, bo zaczyna się ćmić, a baterie w lampkach na wykończeniu...
Porąbka - zapora (ostatnie pasmo to pasmo Magurki :) © k4r3l


P.s.
Dzisiaj w Beskidach zawrzało. Dobrze, że tym razem Żar fociłem z daleka...
http://www.tvn24.pl/0,1677225,0,1,strzelal-do-turysty-zginal-od-kul-policjantow,wiadomosc.html

Mglisty sobotni poranek

Sobota, 9 października 2010 · Komentarze(14)
W nocy przymrozek a nad ranem długo utrzymująca się mglica. Wyjechałem ok. 9 rano przy zaledwie 3 kreskach powyżej zera - najs ;) O dziwo rozgrzałem się w miarę szybko, ale tak to jest jak się ma na dzień dobry podjeździk;)
Andrychowskie mleko ;) © k4r3l

Za to na zjazdach było wybitnie chłodno, o czym przekonały się moje stopy niewyposażone w żadne windstopery czy ogrzewacze. Ratował mnie jedynie 350 mililitrowy termosik z ciepłą herbatką, która powoli rozgrzewała zmarznięte części ciała docierając aż po same końcówki palców:) Muszę pochwalić i jednocześnie zarekomendować taniutką czapeczkę pod kask firmy Marko II - komfort termalny głowy i uszu zapewniony :)
Skrót u podnóży Bukowca... © k4r3l

Tylko w kilku miejscach świeciło słońce. Odcinek między Porąbką a Łodygowicami był bardzo mroczny i zimny, wręcz ponury. Każdy promień słońca był tego dnia na wagę złota;)
Nad Jeziorem Czanieckim (które ostatnio zaniedbałem:) © k4r3l

Dzień wcześniej zmieniłem tylne ogumienie z niebezpiecznie przetartego i ogólnie skatowanego przez ostatnie 1700km Rafałka Szwalbego na poczciwego Ricziego Zimaxa (przełożonego z zimówki/roweru siostry;). Niby rozmiar ten sam a różnica wizualna spora - nie od dziś wiadomo jednak, że Schwalbe robi prawdziwe balony, szkoda tylko, że z trwałością jest podobnie jak w przypadku tych odpustowych gadżetów:)
Mistyczna Porąbka;) © k4r3l

W Łodygowicach ponownie wychodzi słońce, mgłę zostawiam za sobą - zatrzymała się w okolicach Jeziora Żywieckiego. Standardowych fot zapór nie ma z prostego powodu - w tych miejscach widoczność była niemalże zerowa a i temperatura nie zachęcała do częstych postojów...
Skrzyczne w pełnej krasie © k4r3l

Jesienne klimaty na Złotej Górze

Niedziela, 3 października 2010 · Komentarze(14)
Nieważne jak wyglądają, ale loffciam ich muzę :)

Niedziela, po pracowitej i niezbyt ciekawej pogodowo sobocie, miała być dniem rowerowym. Poranny spacer narobił mi smaku na wypad w góry. Przebijające się zza drzew słońce, mgiełka w dolinach... Niestety mgła zamiast opaść, utrzymywała się do godziny 10, więc już wiadomo było, że szans na dłuższy wypad nie ma.
Wspinaczka "żółtym", za to w dół byłoby ciekawie :) © k4r3l

Pozostała opcja krótkiego objazdu okolicznych górek. Większość asfaltowo z wyjątkiem odcinka na Złotą Górę (757m n.p.m.). Tam nie obyło się bez wprowadzania. Żółty szlak od Targanic to początkowo asfaltowe serpentyny przechodzące płynnie w betonowe płyty (co świadczy o momentami sporym nachyleniu!). Następnie mamy kamienisty singielek między drzewami i chwilę później wyjeżdżamy na leśną autostradę.
Napieram ;) © k4r3l

Ciekawy podjazd... © k4r3l

Jeszcze jedno ostatnie dłuższe podejście (ok.800m) i jestem w miejscu oferującym ciekawą panoramę okolicy (w dole Andrychów i przyległe wioski, pasmo Gancarza i Leskowca, Kocierz, Trzonka, a daleko, za lekką mgiełką Babia i Pilsko).
Andrychów z mojej perspektywy;) © k4r3l

W stronę Babiej... © k4r3l

Zjazd dalej żółtym szlakiem w kierunku Trzonki. 300m przed skrzyżowaniem szlaków żółtego z zielonym trafiam na błotnistą niespodziankę. Wisienką na torcie okazują się być powalone i pozostawiane przez drwali drzewa w poprzek szlaku - tragedia.
Chyba ktoś sobie jaja robi - to ma być szlak!? © k4r3l

Po odnalezieniu szlaku wracam do Targanic odkrytym w ubiegłym roku alternatywnym zjazdem, który kończy się na pętli autobusowej poniżej Przełęczy Targanickiej. Dalej asfaltowa kita w kierunku Sułkowic i bez większych kombinacji zamykam pętlę, na dziś wystarczy.
Na Trzonce jak zawsze symaptycznie ;) © k4r3l

Przy okazji testowałem ocieplane nogawki Mimo - za taką cenę bardzo fajna sprawa. Co prawda pasek silikonowy nie trzyma zbyt pewnie na udzie (musiałbym chyba zacząć golić nogi, haha), ale ogólnie wrażenia jak najbardziej pozytywne. Nie było mi ani za ciepło, ani za zimno. Na rękawiczki długopalczaste wciąż, przynajmniej dla mnie, za ciepło - zmieniłem po 5km :)
Powrót do domu - wszędzie czuć jesień in the air ;) © k4r3l


Beskid Mały na dziko :)

Sobota, 25 września 2010 · Komentarze(20)
Zeszłej nocy urządziłem sobie rzeźnię z "Maczetą" Rodrigueza w roli głównej. Ten film, podobnie jak "Planet Terror" mnie rozwalił;) I ta kapitalna obsada. Polecam!
Po wczorajszym wypadzie przyszedł czas na ciąg dalszy. Plan tej wycieczki układał się w głowie "na bieżąco". Zacząłem od asfaltowego standardu na Kocierz (18m18s). Okropnie wiało, stąd czas gorszy od najlepszego o minutę (przynajmniej tak to sobie tłumaczę;).
Osiedle Kiczora (Kocierz Rychwałdzki) © k4r3l

Po zjeździe odbijam na Kocierz Rychwałdzki - tamtejsza okolica to oaza spokoju, wodospady szumią, ruch znikomy, powietrze rześkie - aż chce się jeździć ;) I tak kusi mnie pierwsza lepsza odnoga asfaltowa pnąca się od razu mocno w górę. Na mapie miałem zaznaczoną pętlę, którą można w tamtym rejonie zrobić, ale to nie to, jak się później okazało...
Okolice osiedla Basie (Kocierz Rychwałdzki) © k4r3l

Serpentyna wiedzie na Osiedle Kiczory i urywa się w pewnym momencie, akurat wtedy kiedy zapowiadało się całkiem nieźle.. No trudno, pora wracać w dół. Następny atak na Osiedle Basie, tam spotyka mnie niespodzianka w postaci takiego znaku:
U nas prędzej pojeździsz po lesie, niż po mieście :) © k4r3l

Miło, nie powiem, ale trzeba dodać, że to droga dla rowerzystów tzw. zawziętych, na rowerach co najmniej klasy MTB, bo kamolce w ziemi dają w kość. Niestety i ta ścieżka kończy się ślepym zaułkiem.
Gibasówka - dojadę tam, o ile nie pobłądzę;) © k4r3l

Wracam kawałek do mijanego wcześniej leśnego szlabanu, przechodzę pod nim i rozpoczyna się jedna z lepszych części tej wycieczki - leśne, interwałowe serpentynki usłane gęsto ściółką i zakamuflowanym pod nią błotem;)
Kapitalny trawers Wielkiego Gibasów Gronia (898m n.p.m.) © k4r3l

Mam dzisiaj ewidentnego pecha do urywających się nagle ścieżek, bo i ta kończy się pod lasem i nie ma innego wyjścia jak podprowadzać. Tam odnajduję nową dróżkę, a na niej pełno śladów dzików/saren w błocie. Ze wzmożoną czujnością przeciskam się przez chaszcze, jest klimat;)
Widoczki stamtąd też całkiem klawe :) © k4r3l

Po wyjeździe na ubitą ścieżkę (szlak niebieski/zielony z Łamanej Skały) okazuje się, że jechałem przez Rezerwat Madahora. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Z dwóch możliwych kierunków - Leskowiec i Ścieszków Groń - wybieram ten drugi.
W rejonie ^Czarnych Działów^ (skały + 6 jaskiń) © k4r3l

Byłem tam co prawda miesiąc temu, ale tego odcinka szlaku nie znałem. Jak się okazuje - jest miodzio. Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu co do kierunku jazdy - w drugą stronę byłoby zdecydowanie ciężej.
A to już osławione ^Zamczysko^ (skałki wspinaczkowe) © k4r3l

Po drodze zaliczam jeszcze wizytę przy Czarnych Działach - to jaskinie poniżej szlaku. Niestety praktycznie niedostępne dla zwykłych śmiertelników. A także odnajduję, tuż przed samą Łysiną, tzw. Zamczysko, czyli kompleks naturalnych skał-olbrzymów. Gdzieś w tym rejonie znajduje się także Jaskinia Lodowa.
Przytoczę tu cytat ze strony marcinnowak.eu: [...]We wschodniej części skałek znajduje się jedna z najbardziej tajemniczych jaskiń w Beskidach. Jaskinia Lodowa ma długość 59 metrów i głębokość 10 metrów. Co ciekawe po raz pierwszy zbadana została przez grotołazów niedawno, bo latem 2000 roku. Niedawno bezspornie stwierdzono, że lód utrzymuje się w niej przez cały rok. Ta osobliwość i cały obszar leży 700 m n.p.m. i jest najniżej położoną jaskinią lodową w Polsce.[...]
[...]Aż dziw, że nie założono tu jeszcze rezerwatu. Flora naprawdę tu szaleje. Specyficzny mikroklimat, wilgoć, roślinność cieniolubna i naskalna. To właśnie skałki „Zamczysko”. Nazwa jest potoczna i wiąże się z legendą – oczywiście – o zamku, który miał tu stać i zapadł się pod ziemię, pozostawiając jedynie podziemny tunel. Sądząc jednak po tych utworach pod spodem może znajdować się naprawdę spory system jaskiniowy. Tylko trzeba go odkryć![...]
A dla ciekawskich dołączam schemat jaskini: http://speleo.bielsko.pl/pages_historia/gmichalska/lodowawzam.html
Przy zejściu do Jaskini Lodowej © k4r3l

Dalej powrót już typowo asfaltowy przez Okrajnik, Łękawicę, Kocierz Moszczanicki. Na Przełęczy Kocierskiej wybieram wariant terenowy. Zjazd na Przełęcz Targanicką szlakiem usłanym z liści oświetlonym przedzierającym się przez drzewa soczystopomarańczowym słońcem to poezja. Na przełęczy już ostatnia sesja - tradycyjne, jesienne, zachodzące za górami słońce i można wracać do domu. Ufff:)
Zielony z Przełęczy Kocierskiej © k4r3l

GPS trochę się gubił (zwłaszcza w gęstym lesie), ale ja się mu nie dziwię, momentami to już sam nie byłem pewien dokąd jadę, chociaż mniej więcej widziałem, że trawersuję południowe, solidnie zalesione stoki wpierw Potrójnej, a później Łamanej Skały.
Zachodzik na Przełęczy Targanickiej © k4r3l

Umarł król (LZ5), niech żyje król (LZ7)!

Piątek, 24 września 2010 · Komentarze(12)
Cover lepszy od oryginału? Dowód na to, że muzyka w filmach Tarantino odgrywa bardzo ważną rolę...

Reaktywacja mojego poprzedniego aparatu okazała się nieopłacalna - w serwisie gość zaśpiewał za części i robociznę 270 złociszy. 4 lata temu wydałem na niego prawie tysiaka z ciężko zarobionych pieniędzy, trochę szkoda... Postanowiłem na alledrogo upolować coś lepszego, używanego, co nie miało bliskiego kontatku z beskidzkimi skałami;)
Okoliczne gorki © k4r3l

Plus zależało mi na czasie, bo Ania wpadła ostatnio w sidła hobby zwanego decoupage, czego efekty można zobaczyć tu: www.bulma.art.pl ;) Padło kolejny raz na Panasonic Lumix. Dziś wybrałem początkowo standardową trasę przez Zagórnik, więc nie mogłem nie zjechać na moment by sfotografować kaskadę Rzyczanki.
Kaskada Rzycznaki w promieniach jesiennego słońca © k4r3l

Dalej już trasa nabrała typowo terenowego charakteru, najpierw ścieżką dydaktyczno-przyrodniczą a następnie wbitka na zielony szlak w stronę Gancarza (802m n.p.m.). Tam jak zwykle mozolna, ale stosunkowo krótka (15 minut) wspinaczka pod sam szczyt.
Tego krzyza bronić nie trzeba, stoi tu od lat © k4r3l

Odcinek między Gancarzem a Groniem JP II (890m n.p.m.) jest lajtowy, nie licząc stromej końcówki. Dodatkowym utrudnieniem okazał się głęboki żleb ściągający rower do środka... Na Groniu pustki, zaczyna wiać halny, więc pora na longslave'a - od razu lepiej - można więc mykać na Leskowiec (922m n.p.m.).
Trzeba się spieszyć, słońce już nisko... © k4r3l

Na szczycie niespodzianka, jeden gość szykuje się chyba do noclegu (karimatka, ognisko już płonie) - fajny klimat survivalowy, oby go tam nie przewiało;) Ja rzucam rower i biegnę sofocić zachodzące nad Beskidem Małym słońce. Uff, na szczęście zdążyłem;)
Zachód słońca w Beskidach © k4r3l

Epicki widoczek ;) © k4r3l

Jeszcze fotki panoramy Beskidu Żywieckiego i pora wracać. Z drugiej strony już nad horyzontem świeci księżyc w pełni. Wybieram opcję powrotną początkowo przez Groń JPII by nieco później połączyć się z czarnym szlakiem. Odpalenie mojej wysłużonej (jeszcze żarówkowej) lampki wydaje się koniecznością.
Panoramidło z Leskowca © k4r3l

Jadę wolno, wręcz asekuracyjnie. Na dość stromym zjeździe kółko grzęźnie między korzeniami a ja robię malowniczego OTB'a. Nieźle. Lekko przekrzywione siodełko, dziura w kolanie i przytarta łydka. Zaczynam sprowadzać. Po chwili patrzę - nie ma licznika, a więc powrót na miejsce kraksy z latarką w ręku. Chwila wytężania wzroku i... jest :) Schodzę i z ulgą docieram do asfaltu w Rzykach Jagódkach. Teraz już lajtowo do domku;)
Auć ;) © k4r3l


Idzie zima, rób zapasy ;)

Środa, 22 września 2010 · Komentarze(17)
Kategoria Warsztat
Uwaga - wpis bez kilometrów!;)

Po ostatnich beskidzkich szaleństwach trzeba było doprowadzić rower do stanu względnej używalności. Przy okazji wyszło na jaw kilka rzeczy. Idzie zima, więc będzie trochę o zapasach (oczywiście rowerowych;)...
Łańcuch KMC + spinka © k4r3l

Łańcuch świecący się jak psu kule tylko z pozoru wygląda idealnie. Spinka wyraźnie zaczyna się odkształcać - widocznie to zasługa mocniejszego depnięcia na podjazdach. Miejmy nadzieję, że jeszcze czas jakiś wytrzyma. Generalnie zapasową (a nawet dwie) wożę ze sobą, więc nie powinno być niespodzianki...
Odpryski na tylnym widelcu © k4r3l

Sprawa numer dwa - osłonka neoprenowa na tylny trójkąt. Niby rzecz marginalna, ale po jednym wypadzie w góry, kiedy to zapomniałem jej założyć spotkał mnie taki o to przykry widok.Jak widać łańcuch na wybojach potrafi nieźle narozrabiać i szczerze to lepiej wydać 10zł na taki gadżet niż kilka stów na lakiernika/nową ramę.

Jeżeli wasze v-brake'i wyposażone są w wymienne okładziny, to warto i na nie zwrócić uwagę. Te na zdjęciu są marki bodajże Author/Accent i mam je raptem 3-4 miesiące - oto co z nimi się stało:
Okładziny author + avidy SD7 © k4r3l

Już pomijam fakt, że raczej średnio spasowały do prowadnic wystając nadmiernie do tyłu, ale do oryginalnych Avidowskich okładzin im niestety daleko. To jednak groszowa sprawa i warto też na dłuższy trip wziąć ze sobą parę dodatkowych okładzin, żeby uniknąć podobnej sytuacji gdzieś na górskim szlaku, gdzie sprawne hample to przecież podstawa...

Przy oględzinach ogumienia dotarło do mnie, że na jednym komplecie Racing Ralphów jeżdżę już ponad rok (~1700km). Tyle też ma mój rower.
Rafałku, co się stało? © k4r3l

"Rafałki" były głównie eksploatowane na asfalcie i to widać, bo zrobiły się z nich semi-slicki. Boczny bieżnik jest mocno poszarpany - to z kolei efekt górskich eskapad. Cóż, przyszły sezon trzeba będzie najwyraźniej rozpocząć od zmiany ogumienia...

Beskidy we mgle

Poniedziałek, 20 września 2010 · Komentarze(13)
Chyba największy "hit" Szwedów z Katatonii:

Wczesnoporanny powrót do domu. Godzina 5:45, na termometrze 0 stopni, temperatura odczuwalna przy 30km/h na pewno ok. -3/-5*C, początkowo ciemno i mgła. Ocieplana bluza z membraną B'Twin zdała egzamin, podobnie jak rękawiczki Dartmoora, które jak widać nawet i w temperaturach około-zerowych dają sobie świetnie radę :)
Tresna we mgle © k4r3l

Pizga w sumie najbardziej po uszach, ale po 10 km już nic nie czuje (sprawdzam tylko asekuracyjnie czy mam jeszcze uszy;) mglisty klimat jest nie do opisania. Najciekawiej prezentuje się to w okolicach zapór, gdzie najlepiej widać ruch i gęstość mgły, która odbijając się od pochyłych ścian przelatuje nad drogą kilka metrów wyżej tworząc jedyny w swoim rodzaju tunel :)
Zapora w Porąbce © k4r3l

W Wielkiej Puszczy na 2 kilometrach nie ma nawierzchni. W sumie nawet po ściągnięciu starego asfaltu jest już i tak o wiele lepiej, na pewno równiej. Był to najgorszy fragment tej drogi i kiedy tylko drogowcy uporają się z tym odcinkiem jazda przez tę okolicę stanie się czystą przyjemnością!
Zdarta nawierzchnia © k4r3l

Ale nieco dalej widać jak poczyna sobie płynący wzdłuż drogi potok. Niezabezpieczone brzegi koryta to dla rwącej rzeki kwestia kilku godzin... Po "ataku" droga już nie wygląda na taką rewelacyjną - trochę przykry widok...
Osuwisko © k4r3l

Na Przełęczy Targanickiej wita mnie słońce wschodzące zza górującej nad okolicą Jawornicy. Rozpoczyna się piękny, słoneczny wrześniowy poranek...
Prawie w domu;) © k4r3l


Barania Góra (przez Skrzyczne)

Sobota, 18 września 2010 · Komentarze(17)
Ten wypad miałem w głowie już praktycznie na początku sezonu. Teraz mamy wrzesień i mogę dumnie rzec - Barania Góra (1214m n.p.m.) zaliczona ;) Ale od początku. Zaczęło się wszystko w sobotni, rześki poranek. Nie przygotowaliśmy się na takie (ok. 10 stopni) warunki, bo kurier nie dowiózł nogawek. No ale trudno, jak już jesteśmy w okolicy, to grzechem byłoby nie wystartować;)
Rześki poranek w Beskidach © k4r3l

Szybko przeciskamy się wiejskimi drogami Kalnej, Godziszki, Słotwiny i Lipowej by stamtąd rozpocząć nasz ulubiony podjazd na pierwszy górski cel dzisiejszej wycieczki - Skrzyczne (1257m n.p.m.).
Asfalcikeim na Skrzyczne? Czemu nie ;) © k4r3l

Słońce co chwila płata nam figle chowając się za pędzone wiatrem chmury. Ale na widoczki nie możemy narzekać, po prostu gdy jest nam zimno podkręcamy tempo na podjazdach.
Szutrowa autostrada... © k4r3l

Droga na Skrzyczne wznosi się łagodnie, początkowo jest to wąski asfalt, później zamienia się coś co kiedyś było asfaltem, następnie już praktycznie do samego szczytu jest to szeroka szutrowa autostrada - polecam w obie strony! Z tym, że na podjazdach można rozkoszować się widokami;)
Popas przy schronisku © k4r3l

Na szczycie tłumy, więc tylko szybki posiłek na wysokości schroniska i jedziemy dalej szukać słońca, bo akurat trafiliśmy na serię sporych chmurzysk, które skutecznie nas wychłodziły :)
W drodze na Malinowską Skałę... © k4r3l

W drodze na Malinowską Skałę (1152m n.p.m.) mijamy sporo rowerzystów, których oczywiście serdecznie pozdrawiamy. Dwóch z nich wyróżnia się dodatkowym wsparciem czworonożnych towarzyszy - ciekawy widok na tej wysokości.
Klasyczny zjazd po skałach;) © k4r3l

Pod Malinowską trzeba wprowadzać, tamtejsze skały studzą zapał do jazdy i nakazują chwilowy bikewalking. W międzyczasie dwóch bikerów podbiega z bajkami na plecach (gdzie im się tak śpieszy - nie wiadomo:). Faktem jest, że w dalszej drodze wyprzedza nas sporo riderów, ale nam na czasie specjalnie nie zależy;)
Beskidzki widoczek ;) © k4r3l

Pod Zielonym Kopcem (1154m n.p.m.) kolejny raz pokornie schodzimy z rowerów - nie ma się co szarpać ze sporym nachyleniem i luźnymi kamieniami. Mijają nas 'fullowcy' - jeden o mało co nie fiknął przez kierę, kiedy przyhamował na zjeździe - na pewno zrobiło mu się ciepło;)
Spod Zielonego Kopca... © k4r3l

Jedyną górką, która dzieli nas od celu "namber łan" jest Magurka Wiślańska (1140m n.p.m.). Tam docieramy raz prowadząc a raz jadąc - trochę ciężki teren pod rower, ale w sumie się z tym liczyliśmy.
Przed Magurką Wiślańską,,, © k4r3l

Natomiast to co zastaliśmy pod Baranią Górą przyćmiło wszystkie do tej pory napotkane przeszkody. W dwóch miejscach na wąskiej, trawersujacej szczyt ścieżce leżały powalone drzewa. Tak, że trudności mieli zwykli piechurzy, a co dopiero rowerzyści...
Rzut oka na pokonaną trasę... © k4r3l

Dalej pod sam już praktycznie szczyt prowadzimy na lajcie - ta góra nas zwyczajnie pokonała i nie baliśmy się do tego otwarcie przyznać:) Na górze kilka fotek, wychodzimy na wieżę widokową, podziwiamy 360stopniową panoramę Beskidów (a nawet i słowackich wierchów) - co tu dużo gadać, jest mega!
Okolice Baraniej Góry © k4r3l

W międzyczasie dojeżdża Shovel, który siedział nam na ogonie od Malinowa i razem już powoli zaczynamy staczać się tą samą drogą w dół. Robi się chłodniej a i pora coraz bardziej późna.
Shovel na ostatnim podjeździe © k4r3l

Wspólnie dokręcamy do Magurki Wiślańskiej i tam nasze drogi się rozchodzą. Shovel śmiga w kierunku Malinowksiej Skały, a my z Anią obieramy kierunek na Magurkę Radziechowską (1108m n.p.m.) z nadzieją odszukania dróżki, która nas doprowadzi do wyraźnie na mapie zarysowanej szutrówki. Niestety, właściwej drogi nie odnajdujemy i zamiast zjechać do Lipowej szlakiem zielonym postanawiamy wybrać trasę na dziko. Ile nas to będzie kosztowało dowiadujemy się za chwilę - 40 minut sprowadzania po stromym, kamienistym zboczu, którym na pewno kiedy leje płynie konkretny strumień:/
Wspólna fota musi być;) © k4r3l

"Ku..wom" i "jap..olom" nie ma końca ;) Ale nie poddajemy się i przy końcówce udaje nam się na szczęście wsiąść z powrotem na rowery. Czeka nas jeszcze jedna niespodzianka - żeby dostać się na drogę właściwą musimy przedostać się na drugą stronę rzeki Leśnianki. I tym mokrym akcentem kończy się nasz trip. W domu w zawrotnym tempie pałaszujemy kurze nóżki i stos frytek przy akompaniamencie zimnego Redsa i Taterki. Jest zmęczenie, ale jest też i satysfakcja! Kolejne szczyty zdobyte!
Skały przed Magurką Radziechowską © k4r3l


Wyścig z czasem

Piątek, 17 września 2010 · Komentarze(3)
Trzy akordy, darcie mordy - nowa płyta Helmet przypadła mi bardzo do gustu.

Trochę dzisiaj przycisnąłem na pedał, trasę specjalnie zmodyfikowałem, bo czasu miałem niewiele. A więc najpierw przez Czaniec, następnie drogą poniżej Bukowca w kierunku Porąbki a dalej już standard Międzybrodzie Bielskie, Czernichów, Tresna, Zarzecze, Bierna i Łodygowice.
Boczna droga do Porąbki © k4r3l

Ciepło, ale nad głową wisiały ołowiane chmury. W sumie oprócz przelotnych i naprawdę znikomych opadów na wysokości zapory w Tresnej obyło się bez przykrych pogodowych niespodzianek;)
W Międzybrodziu Bielskim... © k4r3l

Długopalczasete rękawiczki Dartmoora, w których przejechałem raptem 20km miały wadę - jakiś Pakistańczyk musiał spartaczyć sprawę i na palcu zrobiła się dziura. Zaniosłem więc do sklepu, gdzie sympatyczna właścicelka chcąc uniknąć reklamacyjnych opóźnień zobowiązała się sama to zeszyć. Trochę się zdziwiłem, no ale ok - w sumie nie ważne jak, byle szybko i skutecznie. Po odbiorze okazało się, że wszystko wygląda profesjonalnie, nic nie uwiera i można dalej jeździć:)
A to juz zapora w Tresnej © k4r3l

Żar znowu pogniewany... © k4r3l

Datal logger Holux'a ma jak widać po wykresie wysokościowym tendencję do świrowania, ale jeszcze nie obadałem wszystkich jego funkcji, gdyż odebrałem go na 5 minut przed wyjazdem i jedyne co zdążyłem to go załączyć. Generalnie fajny gadżet wyrwany za mniej niż 40% ceny, więc nic tylko się cieszyć;)
...i schowane Skrzyczne © k4r3l