Full Moon Bike #1 ;)

Wtorek, 14 stycznia 2014 · Komentarze(7)
Usłyszałem tę wersję w niedzielnym Minimaxie i mnie podniosła na duchu :) Dwóch znakomitych gitarzystów oraz przyzwoitych wokalistów ;) Legendy. Co ciekawe Tom Morello wykonał ten cover jeszcze z Rage Against The Machine, ale to zupełnie inna  historia. Wykon ten tutaj, wspólnie z "Boss'em" przypomina bardziej jego solowy projekt The Nightwatchman, czyli bardziej tradycyjnie, ale również wybuchowo ;)

Nosiło mnie. W pracy ostatnie godziny po nowym roku kiedy niewiele się dzieje a człowiek zaczyna żałować, że nie wziął zaległego urlopu... Trzeba się więc ruszyć na jakiś wieczorny trening. Poza tym jest pełnia. A jak pełnia to i spać ciężko, więc jak się człowiek zmęczy to lepiej się mu później uderza w kimono ;)


Zlepek nocnych fotek ;)
Zlepek nocnych fotek ;) © k4r3l

Tradycyjnie na rozgrzewkę pojechałem na Przełęcz Kocierską (uprzedzam pytania: ten śnieg to sztuczny jest;) Następnie zjazd w kompletnych ciemnościach zielonym szlakiem (ale adrenalina!). A na koniec kilka asfaltowych skrótów/podjazdów i powrót do domu przez Pańską Górę. Wystarczyło w zupełności by podładować akumulatory na cały tydzień ;)

ps. w sprawie strojów teamowych bikestats: właśnie otrzymałem prototypowy egzemplarz i wygląda on tak:
https://drive.google.com/folderview?id=0B1E_iOjNCiiQTHNtWW55a2NmTTQ
Firma BCM Novatex odwaliła dobrą robotę, już niedługo ruszą zamówienia ;)))) Szczegóły na forum.



Styczniowe Skrzyczne ;)

Sobota, 11 stycznia 2014 · Komentarze(14)
Dziś będzie sporo fotek. Bo wypad ciekawy i nietypowy jak na tę porę roku. Z tej okazji dźwięki malujące obrazy. Kooperacja ubiegłorocznej rewelacji stoner/space rocka zespołu Ampacity z saksofonistą/klarnecistą Mikołajem Trzaską. Uchorgazm gwarantowany!


Ta górka w zimie chodziła mi po głowie od dłuższego czasu. Ale wiem, że takiej typowej zimy jej zdobycie na rowerze oznaczałoby albo kapitulację albo prowadzenie na większości odcinków, co do przyjemności zaliczyć nie można. Skorzystaliśmy więc łaskawej aury i z okienka pogodowego, które okazało się strzałem w dziesiątkę.
Dolina Zimnika ;)
Dolina Zimnika ;) © k4r3l

Widokowo-podjazdowo ;)
Widokowo-podjazdowo ;) © k4r3l

Umówiłem się z Rafałem (nowopoznany biker w szeregach bbriderz) na rondzie w Buczkowicach 15 po 9. Spóźniłem się aż 15 minut, ale wmordewind dujący od jeziora mnie deko zmęczył i opóźnił;)
Zmiana podłoża ;)
Zmiana podłoża ;) © k4r3l

Full słońce, zima - jest pięknie ;)
Full słońce, zima - jest pięknie ;) © k4r3l

Jak atak na Skrzyczne to tylko od cichej i spokojnej Doliny Zimnika. To ok. 10km stosunkowo łagodnego podjazdu trawersującymi szutrówkami, które dostarczają przy okazji świetnych widoków. Nam udało się trafić na pełne słońce, więc jak łatwo się domyślić podjeżdżało się wyśmienicie. Można było się zagotować. Ale nie narzekaliśmy.
Za plecami też pięknie ;)
Za plecami też pięknie ;) © k4r3l

Malinowska Skała - tam chcemy jechać ;)
Malinowska Skała - tam chcemy jechać ;) © k4r3l

Na wysokości 1050m n.p.m. nastąpiła zmiana podłoża, lekko zmrożona ziemia i błotne fragmenty ustąpiły miejsca warstwie lodu pokrytego świeżą, cienką warstwą białego puchu. Ale najważniejsze, że mogliśmy jechać dalej. W jednym miejscu czekało nas obejście drzewa tarasującego drogę, ale i to obyło się bezproblemowo. Ostatnie metry czyli niebieski szlak pod schronisko z buta, ale tam nawet lecie nie da się inaczej. I jeszcze słowa otuchy od pieszych turystów: "podziwiam was", czyli nieoficjalne "co to za debile na rowerach?" :D
Trochę grubsza warstewka śniegu i powalone drzewo ;)
Trochę grubsza warstewka śniegu i powalone drzewo ;) © k4r3l

Jesteśmy u celu! ;)
Jesteśmy u celu! ;) © k4r3l

Pod schroniskiem garstka ludzi, w środku może ciut więcej, ale tłumów nie ma. Dlaczego? Łatwo się domyślić - wyciąg stoi ;) Posilamy się na werandzie w asyście bernardyna-olbrzyma. Z góry grzeje piękne styczniowe słońce, jest ekstra. Jeszcze chwila na wizytę na platformie widokowej i genialna panorama Beskidu Małego/Żywieckiego oraz leżącej poniżej Żywiecczyzny. Lubię to!
Schronisko w pełnej krasie ;)
Schronisko w pełnej krasie ;) © k4r3l

Beskid Mały jak na dłońi a poniżej zielona żywiecczyzna ;)
Beskid Mały jak na dłoni a w dole zielona Żywiecczyzna ;) © k4r3l

Dalej jedziemy w kierunku Salmopola, przez Małe Skrzyczne. W pełnym słońcu ten grzbietowy szlak połyskuje jak widziana z góry nitka rzeki. Momentami jest ślisko, trzeba trzymać się bardziej ośnieżonych fragmentów. No i trzeba zapomnieć o szaleństwie. Kiedy jednak na moment dajemy się ponieść adrenalinie zdradliwe podłoże szybko temperuje nasze zapędy.
Jedziemy dalej! ;)
Jedziemy dalej! ;) © k4r3l
Uciekamy w kierunku Malinowskiej Skały ;)
Uciekamy w kierunku Malinowskiej Skały ;) © k4r3l

Najpierw ja zaliczam uślizg, znosi mnie w kierunku leżącego na prawej stronie konara. Gdyby nie umiarkowana prędkość miałbym po kole, albo w najlepszym wypadku łatałbym snejka. Na szczęście jakoś się wyratowałem. Mniej szczęścia miał Rafał, któremu również odjechało koło i wyłożył się jad długi. Szczęśliwie nic mu się nie stało.
Lubię ten widok! ;)
Lubię ten widok! ;) © k4r3l

W sepii klimat niemalże postksiężycowy ;)
W sepii klimat niemalże postksiężycowy ;) © k4r3l

Przed coraz bardziej łysą i upiornie wyglądającą Malinowską Skałą odbijamy w prawo jakąś nieoznakowaną dróżkę. Momentami nie da się jechać, śnieg i lód potęgują wrażenie nieprzejezdności, ale im niżej tym lepiej. W lecie byłaby to niezła ścieżka zdrowia - najeżona kilkoma ciekawymi dropami i małym agd. Dziś nie ma sensu szarżować. Do domu jeszcze daleka droga.
Trawers Malinowa ;)
Trawers Malinowa ;) © k4r3l

Trafiamy na ścieżkę trawersującą szczyt Malinowa, która następnie przechodzi w zielony szlak. Korzystając jego oznaczeń zjeżdżamy początkowo nartostradą, a następnie typową szlakową rynną do Szczyrku - Malinowa (pętla autobusowa pod Salmopolem). Stamtąd już prosto do Bielska na myjkę. Żegnam się z Rafałem i jadę w kierunku Przegibka.
Rafał robi dobrze nieznajomej z myjni :D
Rafał robi dobrze nieznajomej z myjni :D © k4r3l

A to już fotka z samotnego uphillu na Przegibek ;)
A to już fotka z samotnego uphillu na Przegibek ;) © k4r3l

Sam podjazd idzie tak sobie. Okolica ładna, ale brakuje mi tego charakterystycznego lodowego skrzypienia pod kołami, słońca, widoczków. Warto było się ruszyć się taki kawał drogi dla tych kilkunastu kilometrów w zimowym klimacie. No i Skrzyczne w "zimie" zdobyte :P Dzięki Rafał za towarzystwo!

Mega w Beskidzie Małym ;)

Niedziela, 5 stycznia 2014 · Komentarze(8)
Zmiany na bikestats są jak najbardziej na plus, oczywiście trzeba czasu i cierpliwości, żeby przywyknąć do nowych rozwiązań. Ale one zaprocentują! Przykładowo można w bardzo łatwy sposób wkleić sobie na bloga playerek z bandcampa, z czego też skwapliwe skorzystałem. To moja osobista perełka mijającego roku. Jedna z takich płyt, które robią człowiekowi niezwykle dobrze :) Zespół pochodzi z czeskiego Brna i po swojej przygodzie z black metalem zajął się dźwiękami z goła odmiennymi. Jakimi? To już możecie sprawdzić sami ;)


Pogoda z lekka nie pewna, ale ciepło. Na popołudnie zapowiadali opady - może zdążę obrócić? ;) Początkowo kombinacje w swoich okolicznych rewirach, sporo możliwości, dużo alternatyw, roku braknie, żeby to wszystko zjeździć ;) Gdyby ta moja przygoda z rowerem zaczęła się z 10 lat temu, to nie byłoby pewnie miejsca, którego bym nie znał. A tak to dużo jazdy na czuja i chaszczingu mnie jeszcze czeka ;)
Na dobry początek: przełaje ;)
Na dobry początek: przełaje ;) © k4r3l

Z wizytą nad
Z wizytą nad "Rzeką Roku 2013", czyli Wieprzówką ;) © k4r3l

W planach zjazd zielonym spod schroniska na Groniu JPII w stronę Świnnej Poręby. Ale żeby się tam dostać, trzeba pierwsze kilkaset metrów w pionie podjechać. Bez kombinacji, najkrótszą drogą. Znowu walka z błotem, bo okolica rozchodzona... Najgorzej na mokrych korzonkach - koło w ogóle nie daje rady, zwłaszcza jak jedzie się w górę ;)

Singiel pod Groniem JPII ;)
Singiel pod Groniem JPII ;) © k4r3l
Halny sobie ostro poczynał w okolicy - na zielonym w stronę Świnnej P. ;)
Halny sobie ostro poczynał w okolicy - na zielonym w stronę Świnnej P. ;) © k4r3l

Zjazd zielonym to niekończący się banan na gębie i adrenalina. 7km odcinków zarówno technicznych, stromych jak i takich, gdzie można lecieć spokojnie 30km/h. Zdecydowanie warte powtórzenia. Na nowo zakupionej mapie z 2013 (wyd.ExpressMap) pojawił się nowy szlak - żółty z Mucharza. Szukam go.

Widokowa końcówka ponad 7km zjazdu ;)
Widokowa końcówka ponad 7km zjazdu ;) © k4r3l

A to już żółty z Mucharza w stronę Śleszowic ;)
A to już żółty z Mucharza w stronę Śleszowic ;) © k4r3l

Zaczyna się na skrzyżowaniu (345m n.p.m.) i początkowo wiedzie stromą asfaltową drogą. Na Przełęczy Śleszowickiej odbija w prawo i tu zaczyna robić się ciekawiej. Niby wciąż nawierzchnia asfaltowa, ale nachylenie wzrasta - zaczyna się nieustanna wspinaczka, którą skończę po 10km (!) na Leskowcu, na wysokości 918m.n.p.m! Coś pięknego! W międzyczasie przesiadam się na szlaki kolejno: czarny i niebieski - te odcinki już dobrze znam, ale i tak szukam objazdu, by pokonać wszystko w siodle. Udaje się dzięki fajnemu trawersowi;)

Skrzyżowanie szlaków - z tego miejsca 5km podjazd na Leskowiec ;)
Skrzyżowanie szlaków - z tego miejsca 5km podjazd na Leskowiec ;) © k4r3l
Na szczycie pochmurno, ponuro i wietrznie. Ma się na dysc ;)
Na szczycie pochmurno, ponuro i wietrznie. Ma się na dysc ;) © k4r3l

Po niebie zaczyna przemykać coraz więcej gęstych i ciężkich chmur. Na szczycie zapada już lekki półmrok. A tu jeszcze czeka mnie krótki, ale stromy zjazd. Niestety bez wyraźnej przyjemności. Część odcinka, w obawie o kontuzję, pokonuję z buta, za ciemno, za stromo na harce, ale zdecydowanie jest to opcja warta sprawdzenia przy pełnym słońcu. Adrenalina gwarantowana!

Sobotni trening po górkach ;)

Sobota, 4 stycznia 2014 · Komentarze(4)
Wspieramy polską scenę. Tym razem załoga HC z Lublina. Wokalistka nieistniejącego już One Day Rise w nowej kapeli: ENFORCE. Daje kopa takie granie, chociaż wolałem, kiedy Żaroova zdzierała gardło po polsku. Teksty brzmiały wówczas jakby bardziej dosadnie. Ale na nową kapelę nie narzekam, bo słucha się tego wyśmienicie.



W sobotę zgadaliśmy się jak zwykle z Damianem na szybki objazd okolicy. Ale jak już dojechaliśmy do górek to zachciało nam się sprawdzić jedną z alternatywnych dróg i trochę pobłądziliśmy. Ostatni halny połamał tyle gałęzi, że jazda poza drogami gruntowymi jest utrudniona. Ale coś tam między drzewkami pohasaliśmy ;)
Damian zjeżdża z jakiejś sztajfy ;)
Damian zjeżdża z jakiejś sztajfy ;) © k4r3l

Artistiko MTB ;)
Artistiko MTB ;) © k4r3l

Siłą rzeczy wróciliśmy na stary i sprawdzony podjazd szlakiem serduszkowym pod Groń JPII. Na sam szczyt nie wjeżdżaliśmy, bo tam błoto. Wróciliśmy więc objeżdżając szczyt Gancarza i zjeżdżając z niego drogą, którą dzień wcześniej ktoś targał drzewo, bo podłoże było mocno zaorane... Tam też mijając się z dwoma podchodzącymi endurakami zaliczam kontrolowaną na szczęście glebkę. Krótka wymiana zdań i można zjeżdżać dalej.
Ładujemy się na górę ;)
Ładujemy się na górę ;) © k4r3l

Damian zakończył trening przedwcześnie ponieważ skończyły mu się okładziny hamulcowe ;) No trudno, ja nie miałem zamiaru jeszcze się zmywać, więc dokręciłem kilkanaście km sam, poznając nowe, ciekawe zjazdy. M.in. znalazłem przedłużenie mojego singielka, którym trawersujemy zboczę zjeżdżając w dół do Zagórnika. Był fun ;)
Powrót na singielka ;)
Powrót na singielka ;) © k4r3l

Później powrót na zielony szlak i kilka technicznych odcinków. Przed kolejnym podjazdem na Pańską Górę. Tam zmiana kierunku i zjazd obok ogródków działkowych jedną z wielu w tamtym rejonie ścieżek. Świetnie.
To tylko wąska ścieżka przyprószona ściółką, ale lubię to! ;)
To tylko wąska ścieżka przyprószona ściółką, ale lubię to! ;) © k4r3l

Końcówka to powrót nad rzekę Wieprzówkę. To tam odkryłem swojego pierwszego singla po zakupie Kellys'a. W lecie wygląda to jak przedzieranie się przez puszczę amazońską, natomiast o tej porze roku jakoś bardziej przejrzyście ;) Na dodatek pojawił się dość głęboki kanał przecinający ścieżkę, ale już o kładce nie pomyśleli...
Nad rzeczką, opodal krzaczka ;)
Nad rzeczką, opodal krzaczka ;) © k4r3l

Noworoczny trening ;)

Środa, 1 stycznia 2014 · Komentarze(10)
W tym dniu nie mogło być nic innego. Calusieńkie notowanie XX edycji Trójkowego Topu Wszechczasów! Endżoj :)

Chyba pierwszy taki wyjazd w całej mojej krótkiej rowerowej przygodzie. Fajnie się siedziało w domu i słuchało Trójkowego Topu Wszechczasów i za bardzo nie chciało się mi się ruszać zwłaszcza jeżeli mógłbym przegapić to co się dzieje na TOPie. Ale od czego są słuchawki? Wyruszyłem kiedy akurat na miejscu 56 poleciało "Master of Puppets". Czyż może być coś lepszego przed treningiem?
Aura 1 stycznia... tylko w wyższych górach resztki białego ;)
Aura 1 stycznia... tylko w wyższych górach resztki białego ;) © k4r3l

Nie chciałem jechać daleko, więc wybrałem się na okoliczne górki pokonać słabego kaca ;) Generalnie plan był taki: cieszyć się jazdą, podziwiać przyrodę i słuchać dobrej muzy. Wszystko zrealizowane na 100%. Jedyne co mnie irytowało to jakaś wroga stacja, która chciała przejąć trójkową częstotliwość oraz njusy z serwisu informacyjnego o pełnej godzinie.
Jedna z nieoznakowanych ścieżek ;)
Jedna z nieoznakowanych ścieżek ;) © k4r3l

Na podjeździe niemalże się zagotowałem, ale mimo to przeszły mnie ciary. Nie, nie z zimna. Wszystko to efekt bluesowego standardu rozpoczynającego "Hey Joe" The Jimi Hendrix Experience. To na szczęście naturalna reakcja na dobrą muzykę ;)
A tu fragment, który kiedyś może zjadę ;)
A tu fragment, który kiedyś może zjadę ;) © k4r3l
Wygląda niewiennie... ;)
Wygląda niewinnie... ;) © k4r3l
Ale jest stromo ;)
Ale jest stromo ;) © k4r3l

Przy "The End" The Doors naszły mnie myśli by kończyć trening, ale przede mną bardzo miodny odcinek trasy i szkoda byłoby z niego rezygnować. I pojechałem. Odrobinę urozmaicając sobie trening szukałem nowych ścieżek, których jest u nas od groma i czasami warto opuścić znakowany szlak na poczet ścieżki incognito.
No i singiel dnia ;)
No i singiel dnia ;) © k4r3l
Podjarałem się tym krótkim odcinkiem ;)
Podjarałem się tym krótkim odcinkiem ;) © k4r3l

Jazdę zakończyłem klamrą. Muzyczną. Bowiem na ostatnich kilometrach towarzyszył mi "One" Metalliki, na który zresztą głosowałem. Po przyjeździe na chatę kawka i powrót do TOPu z głośników. Gdyby nie muzyka i rower ten dzień byłby zdecydowanie bardziej przybijający. W końcu niby nowy rok, a wszystko po staremu... Ale może to i dobrze? Przecież zawsze mogłoby być gorzej...

Taki był: rok 2013 :)

Środa, 1 stycznia 2014 · Komentarze(13)
Uczestnicy
Wpis powstaje w czasie jedynej takiej audycji w roku, czyli Trójkowego Topu Wszechczasów. Póki co pojawił się jeden z utworów, na które głosowałem. Queen - "Innuendo". Do końca TOPu kilka magicznych godzin, a poniżej znajdziecie mój rowerowy TOP ;)



Podsumowania nie były nigdy moją dobrą stroną, ale w tym roku wydarzyło się kilka istotnych (rowerowo) rzeczy, o których warto wspomnieć. Pod względem rowerowym był to fantastyczny rok. Największe wrażenie robi nie tyle liczba przejechanych kilometrów czy zdobytych metrów w pionie a osób, które poznałem dzięki dwóm kółkom. Zaczęło się jednak niewinnie, od upgrade'u sprzętowego :)

A w 2013 rok wjade o, tak! - bez hamulców i bez trzymanki q:
A w 2013 rok wjade o, tak! - bez hamulców i bez trzymanki q: © k4r3l

W marcu zawitałem do chyba najbardziej znanej bikestatowiczki - Niradhary i najbardziej znanego czworonoga: Funia ;). Cóż, rzadko, bo rzadko, ale o rowerowych przyjaciołach nie wolno zapominać! Później spotkaliśmy się także przypadkiem z Piotrem i Elą gdzieś w Porąbce;) Pozdrówki! :)
najpierw cukierek
najpierw cukierek © niradhara

Poważniejsza jazda zaczęła się od wkręcenia mnie przez (już nie pamiętam, albo Kubę albo Dominika) do bielskiej grupy bbriderz. To z nimi zaliczyłem kilka epickich wypraw, po których w głowie buzowały sobie pozytywne endorfinki: Marzen, Paweł, Dawid, Maciek, Marek, Tomek, Marcin, Grzegorz, Paweł, Dominik, Kuba, Justyna, Konrad (1), Konrad (2), Damian, Darek - tripy z Wami to czysta przyjemność.
Łagodny fragment czerwonego na Żar ;)
Łagodny fragment czerwonego na Żar ;) © k4r3l
Gruppen foto by chłopiec ze zmarzlikiem ;)
Gruppen foto by chłopiec ze zmarzlikiem ;) © k4r3l

Dzięki bbriderz nastapiła również integracja z rzeszowskim odłamem Troll Team'u: Seba (sebol), Dominik (miciu22), Piotrek (Kona) to równie pozytywnie zakręcone na punkcie gór i rowerów człowieki.
Czterej jeźdzcy (na szczęście nie apokalipsy:)
Czterej jeźdzcy (na szczęście nie apokalipsy:) © k4r3l

Nie można także zapominać o ekipie z Jaworza, która dzięki Tomkowi (funio) i Januszowi (janusz507) coraz częściej zaglądała w Beskidy. Tak trzymajcie!
Tomek zadowolony, bo jest prawie, że u siebie ;)
Tomek zadowolony, bo jest prawie, że u siebie ;) © k4r3l

Przełom maja i czerwca przyniósł zapowiadany debiut na zawodach. I to nie byle jakich: Beskidy MTB Trophy! A co, jak spadać to z wysokiego konia ;) Z perspektywy czasu uważam, że było to czyste szaleństwo! Ale w tym szaleństwie jest metoda ;) Podczas gdy wiele osób docierało tam z praktycznie drugim, zapasowym rowerem w aucie, ja pojechałem sobie pkp, z plecakiem, jednym hakiem, dętką i oponą w zapasie ;)
Pełna mobilizacja i skupienie przed pierwszym etapem ;)
Pełna mobilizacja i skupienie przed pierwszym etapem ;) © k4r3l
Na mecie pierwszego maratonu i jednocześnie pierwszego etapu Trophy ;)
Na mecie pierwszego maratonu i jednocześnie pierwszego etapu Trophy ;) © k4r3l
Wreszcie suchy etap ;)
Wreszcie suchy etap ;) © k4r3l

Optymistycznie założyłem, że ukończenie tych zawodów to będzie stosowne minimum. Udało się, choć łatwo nie było. Zwłaszcza etap III, w którego połowie urwałem hak i przez ponad 30 km jechałem na singlespeedzie po górkach, umówmy się, nie byle jakich ;) Tam poznałem kolejnych wariatów, nie tylko z Polski, bo obsada była międzynarodowa. Że wspomnę chociażby Kamila z Górek Wielkich, kolejnych bikestatowiczy: Mariusza (Klosiu), Marka (Marc), Dorotę (Czarna Mamba), MaciejaR., oraz kilku innych zapaleńców z golonkowej czołówki. Piękna przygoda rozwijająca technikę, wzmacniająca psychę a kiedy trzeba ucząca pokory wobec gór i żywiołów.

Małopolska i Wielkopolska w jednym kadrze ;)
Małopolska i Wielkopolska w jednym kadrze ;) © k4r3l
Jedyny oficjalny reprezentant BS na Trophy - reszta się chowała w innych team'ach ;)
Jedyny oficjalny reprezentant BS na Trophy - reszta się chowała w innych team'ach ;) © k4r3l

Wakacyjny czas przyniósł jedną z najbardziej epickich wycieczek! Celem było Zakopane a na starcie w Żywcu stanęło prawie 20 bikestatowiczy. Na tym tripie ustanowiłem swoją życiówkę - choć to "tylko" 270km. Absolutnie fenomenalna akcja warta powtórzenia w przyszłym roku! No i nowo poznane osoby: Daniel (daniel3ttt), Piotrek (piofci), Mariusz (kovval), Waldek (qwertysun), Paweł (pawelp7), Sebastian (Gustav), Tomek (majorus), Tomek M.

Gruppen foto by kobita ze sklepu :) ps. komu pomidorki, komu? :D
Gruppen foto by kobita ze sklepu :) ps. komu pomidorki, komu? :D © k4r3l
Na Gubałówce tłok i ciekawe widoczki ;)
Na Gubałówce tłok i ciekawe widoczki ;) © k4r3l

Na kolejną szosową integrację nie trzeba było długo czekać. Razem z Dominikiem (webit), Pawłem (pawelp7) i nowo poznanym Kamilem (nachaj) udaliśmy się na obiad do Grodu Kraka. Fajna niedzielna wycieczka i kolejne kultowe miasto zdobyte na dwóch kółkach.
Pod Mariackim ;)
Pod Mariackim ;) © k4r3l

Pewnej niezbyt pogodowo udanej niedzieli umówiliśmy się także z Funiem, Tlenkiem i Aniutą na typowy atak na kultowe Krowiarki. To miała być pierwsza tak mocna trasa dla Anki i pewnie by objechała z zapasem sił, gdyby nie fakt, że nadawała na całej trasie jak Radio Wolna Europa, hehe. Za to Funio jak zwykle snuł opowieści jak to w czterdziestym piątym jeździł po tych terenach i jak wiele się od tego czasu zmieniło :DDD
Wesoły team z Jaworzna ;)
Wesoły team z Jaworzna ;) © k4r3l
Schronienie przed zimnem ;)
Schronienie przed zimnem ;) © k4r3l

Nieco później zgadaliśmy się z Adamem (AdAmUsO) i jego kompanem z teamu SCS OZOS na traskę po Beskidzie Małym. Typowy terenowy trening, na którym miałem okazję pokręcić z niezłymi koksami. Tempo wysokie, nie wiem tylko jak miał się ten browar do rygorystycznego planu treningowego, hehe.
Profesjonalny serwis ;)
Profesjonalny serwis ;) © k4r3l

Sierpień i kolejny debiut startowy. Tym razem w dyscyplinie dla mnie najbliższej: uphillu. Padło na jedną z edycji Beskidy Uphill MTB w Ustroniu. Równica jest już kultowa, ale przekonałem się o tym dopiero tydzień wcześniej, kiedy byłem na niej... po raz pierwszy! Wywalczone miejsce w kategorii jak i czas mnie zupełnie satysfakcjonują, zwłaszcza, że nie miałem jak większość na mecie 5,4km w nogach, tylko prawie 90 (na zawody dojechaliśmy z Dominikiem rowerami;).



Końcówka września to ostatni w tym roku górski maraton. Miałem jechać, z racji odległości wcześnej w Korbielowie, ale nocna nawałnica skutecznie mnie od tego pomysłu odwiodła. Po przeniesieniu opłaty startowej na Istebną zgadaliśmy się z Jackiem i dzięki Mariuszowi wylądowaliśmy na tej samej kwaterze. Sam maraton bardzo fajny, błotny, część odcinków pokrywała się z etapami z majowego Trophy, ale satysfakcja z przejechania była jak zawsze w tego typu imprezach spora.


Dzień po maratonie wybraliśmy się z Tomkiem (ktone), Magdą (magdafisz), Jarkiem i ich dwójką znajomych na wspólny rozjazd. Pojechaliśmy na Baranią Górę, której zdobycie było kultowe, ale nie tak jak zjazd niebieskim szlakiem w kierunku Wisły Czarne! Bardzo przyjemna, momentami cholernie techniczna i bajecznie widokowa trasa.
JPbike i fragment maratonowej trasy z soboty;)
JPbike i fragment maratonowej trasy z soboty;) © k4r3l

Końcówka października to kolejny start w nowej imprezie. Dzięki poznanym wcześniej bikestatowiczom: Monice (kosma100), Tomkowi (t0mas82) i Adamowi (limit) wystartowałem w Jesiennym Beskidzkim KoRNO, czyli jeździe na orientację po górkach w Beskidzie Małym. Świetna impreza z klimatem, okazja do obalenia kilku browarów ze znajomymi, no i kolejny raz nowe doświadczenia. Tam zgadałem się z Adamem i razem przejeździliśmy trasę całego rajdu.
Mapken i nr startowy ;)
Mapken i nr startowy ;) © k4r3l
Odprawa rowerówek: rekreacyjnej i enduro ;)
Odprawa rowerówek: rekreacyjnej i enduro ;) © k4r3l

Z początkiem listopada pogoda przestała być łaskawa. Na całe szczęście wszystko zrekompensował nam grudzień. Po kilku śnieżnych wypadach zapanowały warunki wiosenno-letnie i nadarzyła się okazją do pokręcenia w okolicy w towarzystwie lokalnych bajkerów: Szymona, Damiana i Jakubiszona.
Testujemy wyciąg tydzień przed startem sezonu ;)
Testujemy wyciąg tydzień przed startem sezonu ;) © k4r3l
Ale jak widać, da się jechać ;)
Ale jak widać, da się jechać ;) © k4r3l
Tzw. towarówka na szczyt - zacny podjazd!
Tzw. towarówka na szczyt - zacny podjazd! © k4r3l

Ciekawe co przyniesie nadchodzący rok?

Najważniejsze by nie był gorszy od mijającego czego sobie i Wam, wszystkim zaglądającym tutaj, życzę!

Popieprzony wyjazd sylwestrowy :/

Wtorek, 31 grudnia 2013 · Komentarze(6)
Uczestnicy
Heh, w ramach odreagowania tego jakże dziwnego dnia coś dla ludzi o mocnych nerwach - ostre thrash metalowe granie z kolarstwem jako głównym motywem przewodnim. Jak ktoś nie lubi może przyciszyć i oglądnąć chociaż sam wideoklip dla beki ;) Polecam! Wrzucam z vimeo, bo na YT został zablokowany...


Podsumowanie zrobione, ale jest jeszcze suplement. Najbardziej popieprzony wyjazd w roku - 31 grudzień 2013 (dzięki Tlenek za korektę;)! Nic nie zwiastowało takiej końcówki, miała to być tradycyjna traska na koniec roku. Oczywiście pure MTB. Umówiłem się Kubą na Przełęczy Bukowskiej. Kiedy dojechałem zobaczyłem, że ktoś nadjeżdża. Myślę, dobry tajming, ale coś mi nie pasowało. Ubranie, rower, to nie był Jakubiszon. I tak poznaliśmy na starym roku jeszcze jednego zapaleńca - Piotra z Bielska-Białej. Kuba dojechał chwilę później i zabrałem ich na singla.

Z tego smogu uciekłem w góry ;)
Z tego smogu uciekłem w góry ;) © k4r3l

Myślałem, że Piotr na fullu będzie pomykał ostro, ale nie, zjeżdżał zachowawczo, czasami sprowadzał. Jak się okazało chłop ma na karku już trochę latek i zaliczył kiedyś konkretnego dzwona. Od tego czasu włącza mu się blokada na zjazdach. No cóż bywa. Pożegnaliśmy się w Wlk. Puszczy a z Kubą pojechaliśmy eksplorować drugiego singla. Chcieliśmy sobie zafundować fajny uphill leśną dróżką i tam się zaczęło....

Tu niedaleko też namierzyłem świetny odcinek :)
Tu niedaleko też namierzyłem świetny odcinek :) © k4r3l

[W tym miejscu miał być szerszy opis, ale naliczywszy przekleństw od groma postanowiłem go nie publikować. Zapraszam do wpisu Kuby, który to całą, ponad godzinną akcję w przyzwoitych słowach opisał. A ja w ramach niepisanego postanowienia noworocznego postanowiłem ograniczyć przeklinanie, chociaż już wiem, że będzie mi cholernie ciężko, bo przeklinać zawsze lubiłem. Jak palacz szlugi, jak alkoholik wódkię ;)]

Już na szlaku ;)
Już na szlaku ;) © k4r3l

Powiem tylko, że dawno takiego dnia nie miałem. Ale uświadomiłem sobie jak "pięknie" to wszystko w naszym cudownym kraju funkcjonuje. Żałuję tylko, że moja interwencja postawiła na nogi dwie karetki, bo gdzieś indziej mogło dojść do poważniejszych przypadków, a tu tylko zwykłym pijaczynom urwał się film i odcięło prąd. No cóż, menel też człowiek. Wolałem nie mieć żadnego z nich na sumieniu...
Piotr & Kuba na nieoznaczonym zjeździe ;)
Piotr & Kuba na nieoznaczonym zjeździe ;) © k4r3l

I tym optymistycznym akcentem kończy się ten jakże "cudowny" rok! Nauczka na całe życie: nie dzwoń nigdy na 112!
Kuba chwile po niezbyt przyjemnej glebce - daje radę ;)
Kuba chwile po niezbyt przyjemnej glebce - daje radę ;) © k4r3l

Zmarznięci wracaliśmy już po zmroku do domu klnąć niemożebnie pod nosem. Po drodze jeszcze jeden kontrolny telefon tym razem z komisariatu w Kobiernicach, hehe. Co jak co, ale takiego sylwestra to się szybko nie zapomina!

Na tropie singielków ;)

Niedziela, 29 grudnia 2013 · Komentarze(4)
Daaawno nie słuchane! Anathema w wydaniu ciut ostrzejszym - brit rock wymieszany z punk rockiem? Czemu nie! Świetna odskocznia od lekko zamulonych ale nadal wspaniałych klimatów na "A Fine Day To Exit".

Nikt na jazdę nie reflektował, więc pojechałem sam.  Ja, rower i muzyka w uszach. Zapomniałem już jakie to zajebiste uczucie. Zwłaszcza kiedy teren cieszy. A zaczęło się od konkretnego podjazdu. Chwilę później natrafiłem na świetny singiel, a raczej jego końcówkę. Następnym razem do sprawdzenia, bo potencjał jest ;)

Na rozgrzewkę taki podjazd ;)
Na rozgrzewkę taki podjazd ;) © k4r3l
Pierwszy odnaleziony skarb ;)
Pierwszy odnaleziony skarb ;) © k4r3l

Zauważyłem, że górskie panoramy nie cieszą mnie już tak jak urozmaicone podłoże w terenie. A na takie ciężko trafić, bo większość w okolicy to albo szlaki, albo drogi zwózkowe, nic ponad to co zwykle w górach można spotkać. Ale pojechałem sprawdzić jeszcze jeden singiel, na który kiedyś natknęliśmy się z Jakubiszonem zupełnie przypadkowo.
Na górze tradycyjnie widoki krzepiące strudzonego włóczykija ;)
Na górze tradycyjnie widoki krzepiące strudzonego włóczykija ;) © k4r3l
A to głowny gwóźdź programu - ulubiony singiel w okolicy!
A to głowny gwóźdź programu - ulubiony singiel w okolicy! © k4r3l

Wtedy był jakiś nieczytelny, zawróciliśmy. A dziś? Zobaczcie tylko zdjęcia. To mój nr 1 w okolicy. Nie długi, ale najeżony kamieniami, przez co dość trudny technicznie dla kogoś kto jeździ XC. Gdyby nie zwalone drzewo po środku byłby wręcz perfekcyjny. I pomyśleć, że tyle razy przejeżdżałem pod nim asfaltową drogą przez Wielką Puszczę...
Magiczne proszki, suszi, a może joga? Nie sprawdzałem ;)
Magiczne proszki, suszi, a może joga? Nie sprawdzałem ;) © k4r3l
Jak najmniej asfaltów!
Jak najmniej asfaltów! © k4r3l

Leskowiec z browarem w tle ;)

Sobota, 28 grudnia 2013 · Komentarze(3)
Uczestnicy
W oczekiwaniu na ostatni sezon "Californication" powróciłem do pierwszego. Ostatni już ledwo mogłem oglądać, ratowała go chyba tylko muza. Więc połączę przyjemne z przyjemnym i zapodam ścieżkę z jednego z odcinków tego zdrowo porytego serialu a jednocześnie będzie to pozycja, na którą oddałem głos w TTW.


Piękna pogoda, chyba najcieplejszy dzień grudnia, ba cieplej momentami niż październiku czy listopadzie ;) Takiej okazji nie można było przegapić! Po dniu przerwy (na pracę) pojechałem pokazać Jakubiszonowi nowy wariant podjazdu na Leskowiec. Wcześniej zmieniłem kasetę na nieco starszą, ale mniej zużytą i to był błąd, bo łańcuch żarł się z nią jak pies z kotem przy każdym mocniejszym depnięciu w korbę. Na szczęście nowe graty zakupione, to był już ostatni dzwonek, bo przyjemność z jazdy była znikoma.
Podjazd lekki, łatwy i przyjemny ;)
Podjazd lekki, łatwy i przyjemny ;) © k4r3l
Pułap widokowy osiągnięty ;)
Pułap widokowy osiągnięty ;) © k4r3l

Na szczycie wiało tak, że klękajcie narody, a Kubie na dodatek zachciało się dopompować koło w swoim zastępczym czołgu :) Trochę nam zeszło, do tego naszły nas smaki na złociste. A schronisko rzut kamieniem, hehe. No i znowu się przeciągnęło ;) Z racji, że w schronisku tłok jak na Krupówkach trzeba było szukać czegoś na zewnątrz. Padło na schody pod kiblami - przynajmniej nie wiało i świeciło słońce :)
Jakieś szatańskie gestykulacje przed szczytem ;)
Jakieś szatańskie gestykulacje przed szczytem ;) © k4r3l
Górski browaring - czyli jak od kilku lat uprawiam dualthlon :D
Górski browaring - czyli jak od kilku lat uprawiam dualthlon :D © k4r3l

Zjazd z Gancarza na pewno lepszy niż ostatnio jak byliśmy tam z Damianem, a reszta szlaku to czysta poezja i finezja - o to właśnie chodzi w MTB. Trasa znana i lubiana, więc nikt z nas reklamacji nie składał. Jak to mówią dobry trening nie jest zły, a i browar w górach smakuje lepiej niż gdziekolwiek indziej ;) Rzekłem :D
Na tym zjeździe obowiązuje fundamentalna zasada dupa na koło! ;)
Na tym zjeździe obowiązuje fundamentalna zasada dupa na koło! ;) © k4r3l


Świąteczna poniewierka ;)

Czwartek, 26 grudnia 2013 · Komentarze(6)

W tym roku złamałem swoją żelazną zasadę niegłosowania na polskie kawałki w Trójkowym Topie Wszechczasów. Wśród dwóch właśnie takich utworów (na 33 głosy) znalazły się ponadczasowe "Cztery pokoje" ;)))) A przy okazji apel: nie bądź frajer, nie głosuj na "Dziwny jest ten świat" ;)


Aktywny wypoczynek świąteczny to dokładnie to czego mi było trzeba. Podobnie chyba pomyślał Damian, który również wybrał się na trening. Pojechaliśmy w stronę Leskowca nieznaną mi do tej pory "drogą towarową", która z pętli autobusowej w Rzykach Jagódkach prowadzi szeroką szutrową, później nieco kamienistą i korzenistą drogą aż do czerwonego szlaku. Wylatuje się, wg znaków 30min za szczytem Leskowca. Świetna alternatywa dla mocno zjeżdżonego szlaku serduszkowego ;)
Tzw. towarówka na szczyt - zacny podjazd!
Tzw. towarówka na szczyt - zacny podjazd! © k4r3l
Żadne tam zwózkowe dziadowstwo - dobry ubity trakt!
Żadne tam zwózkowe dziadowstwo - dobry ubity trakt! © k4r3l

Nie wracaliśmy się, czasu szkoda, na szczycie byliśmy już setki razy. Pojechaliśmy za to w drugą stronę - w kierunku Przełęczy Kocierskiej. Ale warunki na tym szlaku nas zaskoczyły. Wciąż sporo śniegu w konsystencji średnio nadającej się do jazdy albo wcale. Dlatego też nie raz, nie dwa rowery trzeba było nieść a zjazdy po lodzie były niezwykle emocjonujące mimo iż odbywały się przy znikomej prędkości ;)
Pacz jak jedziesz! :D
Pacz jak jedziesz! :D © k4r3l
U-a-ha, rowery dwa ;)
U-a-ha, rowery dwa ;) © k4r3l

Damian tylko sypał ku..wami na lewo i prawo, że jechać się nie da, że szlag mu trafił ochraniacze... Ja nie zabrałem, więc ten problem mnie nie dotyczył, a co do jazdy tudzież jej braku - podobało mi się :D Było pochmurno, ale ciepło, nie irytował mnie nawet wpadający do coraz bardziej mokrych butów śnieg :D
901m n.p.m. - tutaj było prowadzonko ;)
901m n.p.m. - tutaj było prowadzonko ;) © k4r3l
Zjazdy błotnisto-lodowe :)
Zjazdy błotnisto-lodowe :) © k4r3l

Na koniec podjechałem do dawno nie odwiedzanej babci - w końcu są święta ;) Tak się zdziwiła kiedy zobaczyła takiego błotnego i przemoczonego ludka, że z rozpędu wrzuciła mi na talerz dwa schabowe ;) A nie, zapomniałem przecież, że to norma u babć ;) Mogła sobie tylko darować teksty, że pasowałbym na księdza :D Lubię czarny, ale bez przesady ;)))
Snowboard vs. rower. And the winner is... ;)
Snowboard vs. rower. And the winner is... ;) © k4r3l

Wypad w pełni udany, a co najważniejsze dzień nie przesiedziany - aktywna poniewierka to jest to ;) Dziękówa dla Damiana za oprowadzenie po nowej drodze i do zaś!

ps. pykło 6k km w tym roku :) Nie spodziewałem się tego i jakoś specjalnie mi nie zależało, ale udało się pokonać tą barierę głównie dzięki grudniowej pogodzie oraz towarzystwu, które zawsze działa mobilizująco ;) Póki co mam w grudniu więcej wyjazdów niż w marcu i listopadzie. Może uda się jeszcze pobić albo chociaż dorównać do października :D