Bez powera ;)

Poniedziałek, 7 kwietnia 2014 · Komentarze(5)
Ostatnia płyta Kwasożłopów przeszła u mnie bez echa. Przesłuchałem jeden czy dwa kawałki i w ogóle mnie nie porwało. Na szczęście cały czas można wrócić to tak kapitalnych krążków jak wydany w 1996 roku "The State of Mind Report". Tam był ogień ;)


Po takich dniach jak dziś jedno jest jasne - trzeba sobie zrobić przerwę. Wyjazd kompletnie bez energii, więcej męczarni niż przyjemności. Asfaltem na Kocierz, po drodze próba sprawdzenia jednej z odchodzących ścieżek (nieudana). Z przełęczy zjazd zielonym.
Zielony prawie jak plac budowy ;)
Zielony prawie jak plac budowy ;) © k4r3l
Na szczęście trochę dalej nienaruszony! :)
Na szczęście trochę dalej nienaruszony! :) © k4r3l

Jeszcze do niedawna był to jeden z przyjemniejszych odcinków, jednak od jakiegoś czasu trwają na jego środkowym fragmencie "żniwa" a ciężkie maszyny zniszczyły dość sporą jego część wjeżdżając tutaj z Wielkiej Puszczy. Drzew coraz mniej i zaczyna się robić łyso. Odechciało mi się jazdy :/ Na poprawę humoru chciałem zrobić singielek nad Wieprzówką, ale dziś to nie było zwyczajnie to. Bywa. Dobrze, że pogoda się spaściła, nie będzie żal i człowiek nadrobi inne zaległości ;)

Ciorny na czarnym ;)

Niedziela, 6 kwietnia 2014 · Komentarze(8)
Jako, że siostra przechodzi "fazę Queen" odświeżyłem sobie jeden z najlepszych krążków Królowej, czyli "Innuendo", który nic a nic się nie zestarzał. Bajeczne aranże, świetne teksty, bezbłędny Freddie, czarodziej May - album kompletny! Wywołuje uśmiech, zmusza do zadumy, z kolei solówki prowokują u słuchacza odruch powietrznej gitarki, hehe. Osobiście muszę przyznać, że przejadł mi się "The Show Must Go On" - to chyba jedyny kawałek Queen, który respektują audycje radiowe a przez to jest ograny do bólu... Pamiętam, że kiedyś byłem w posiadaniu większości ich płyt na kasetach zakupionych za własne szczeniackie oszczędności i przesłuchiwanych do oporu na "jamniku" marki Thompsonic ;). Zupełnie nie wiem co się z nimi stało. Szkoda, bo to kawał historii.

Sobotnia jazda nie wyrządziła przewidywanych spustoszeń w organizmie i oprócz pobolewającego z lekka kolana nie doskwierało mi absolutnie nic. Wręcz przeciwnie - był głód jazdy. Po 'wycieczkowej' sobocie naszła mnie ochota na coś bardziej konkretnego. Żeby było ciekawiej wybrałem się na... Leskowiec ;) Jadąc zielonym szlakiem od samego Andrychowa mam tam ok.20km, więc odległość to żadna...
Z góry ;)
Z góry ;) © k4r3l
Z dołu ;)
Z dołu ;) © k4r3l

Droga powrotna to czarny i dość ekstremalny szlak czego dowodem niech będą powyższe i poniższe fotki. Jeden fragment do zejścia z roweru z powodu wyrastającej na wąskim singlu skały, ale reszta już w siodle, a raczej z tyłkiem na kole. Z nudnego asfaltu uciekam na świetny, kręty, gwarantajuący dynamiczną jazdę singiel wzdłuż rzeki Wieprzówki. Kiera 700mm daje niesamowitą frajdę - póki co wszędzie się mieszczę :) I to by było na tyle ;)
Zawalidroga ;)
Zawalidroga ;) © k4r3l
Wciąż spora wysokość ;)
Wciąż spora wysokość ;) © k4r3l

Leskowiec Trophy ;)

Sobota, 5 kwietnia 2014 · Komentarze(10)
Uczestnicy
Ojej, tego się nie spodziewałem. Płytka "Nexus Artificial" dotarła do mnie pod koniec tygodnia i od tego czasu nie opuszcza mojego odtwarzacza. Defying, czyli młodzi, utalentowani no i przede wszystkim z Polski (Olsztyn) - czy trzeba czegoś więcej? Ja nie mam pytań :)

Doroczna tradycja, czyli teamowa wyrypa na Leskowiec. Większość startowała z Bielska przez Przegibek do Międzybrodzia, tylko ja z Darkiem jechaliśmy od Andrychowa, ale osobno. Wybraliśmy wariant terenowy podjazdu zamiast asfaltu na Żar. To była megamordęga - 3km zielonego szlaku, po 100m w górę na każdy kilonetr. Było trochę klnięcia.
No to napieramy pod górę ;)
No to napieramy pod górę ;) © k4r3l
Tutaj próbuje ruszyć - wniosek? Lepiej się nie zatrzymywać ;)
Tutaj próbuje ruszyć - wniosek? Lepiej się nie zatrzymywać ;) © jakubiszon

Na czerwonym 10-osobowa grupka podzieliła się mniej więcej po połowie. Część po prostu chciała jechać w tempie maratonowym. Ja zostałem z ekipą rekreacyjną i pokazałem im parę "skrótów", które okazały się dłuższymi wariantami ;), ale chyba nikt nie narzekał, zwłaszcza, że widoczki były tego warte.
A tutaj widoczek z nadrobionego fragmentu trasy ;)
A tutaj widoczek z nadrobionego fragmentu trasy ;) © k4r3l
Bez napinki ;)
Bez napinki ;) © Tomek

Czerwony na Przełęcz Kocierską szybko zleciał, ale każdy z nieregularnie porozrzucanych w okolicy kamieni dawał się we znaki. Szlak od Przełęczy do Potrójnej przeleciał równie płynnie. Zwieńczony był wspinaczką na Potrójną (całosć w siodle!). Od tego momentu coś zaczęło się psuć.
Poszedł jak dzik w żołędzie, hehe
Poszedł jak dzik w żołędzie, hehe © k4r3l

Najpierw Bartek łapie snejka na zjeździe dokładnie w tym samym miejscu gdzie Kuba rok temu, a mnie do szału doprowadza ocierająca tarcza hamulcowa. W końcu chłopaki uwijają się szybko a ja zostaję na samym końcu. Trasę znam, więc się nie zgubię. Dojeżdża do mnie po chwili jakiś gość na fullu 'dżajanta' z Kęt i przez chwilę razem kręcimy.
Popas na Potrójnej ;)
Popas na Potrójnej ;) © k4r3l

Za Łamaną Skałą doganiam kręcącą dzielnie Marzenę i tak sobie wjeżdżamy na Leskowiec, gdzie cała ekipa grzeje się w szałasie. Jest nawet Damian, który urwał się z roboty, żeby trochę z nami pokręcić, hehe. Dłuższy popas w schronisku dodaje sił - żurek z jajkiem i kiełbasą plus chmielowe rządzą ;)
Przed Leskowcem ;)
Przed Leskowcem ;) © k4r3l
Teamowo po schroniskiem ;)
Teamowo po schroniskiem ;) © Bartek

Tu ustalamy dalszy wariant. Proponuję jechać na Andrychów zielonym szlakiem a później przebić się na szlak, również zielony, do Porąbki. Jako, że zaczyna się robić późno i niektórym się śpieszy trzeba przyasfaltować, a więc bez kombinacji z Zagórnika do Targanic bocznymi drogami.
Grzegorz zjeżdża z ostrego Gancarza ;)
Grzegorz zjeżdża z ostrego Gancarza ;) © k4r3l

Tam na deser mój podjeździk treningowy - podejrzewam, że większość musiała nieźle kląć pod nosem, haha, bo co jak co, ale ten uphill daje w kość. Najpierw asfalt, później płyty i kiedy wydaje Ci się, że jesteś już na górce dostajesz jeszcze sztuter o konkretnym nachyleniu;) Tutaj już na dobre żegnamy się z "szybszą" grupką i dalej jedziemy swoje. Zmęczenie daje się we znaki, koncentracja już nie ta, ale humory wciąż dopisują.

Początek 'mojego' podjazdu ;)
Początek 'mojego' podjazdu ;) © k4r3l
Druga jego część - nieco bardziej widokowa ;)
Druga jego część - nieco bardziej widokowa ;) © jakubiszon

Żegnamy się z Kubą, który ucieka na próbę (całą drogę przebył z przytroczonymi do ramy pałkami perkusyjnymi, hehe) i razem z Marzeną, Arkiem i Grzegorzem opuszczamy szlak i zjeżdżamy do Wielkiej Puszczy. Tu zostawiamy Arka u lubej, a chwilę później ja odłączam się od ostatniej dwójki (którą czeka jeszcze powrót przez Przełęcz Przegibek) i wracam przez Bukowiec i Czaniec do domu. Ostatnie metry w terenie ;)
Ostatnie metry w terenie ;) © k4r3l

Wreszcie konkretny trip górski, brakowało mi tego. Dobra ekipa, choć dla odmiany słabe widoki. Rama Accenta sprawuje się ok. Wymaga jeszcze pewnych regulacji na linii sztyca-siodło i powinno być git. Dziś była moc i szacun dla wszystkich, którzy przetrwali w Beskidzie Małym ;)

ps. moje fotki są w większości słabe, więc trochę pożyczyłem od Tomka i Kuby ;)

Przełęczowo ;)

Niedziela, 30 marca 2014 · Komentarze(9)
Ostatnio był szwedzki Shining pora na Norwegów. Tytuł ich albumu "Blackjazz" może nakierować odrobiną na stylistykę w jakiej się poruszają, ale będzie to jedynie wierzchołek góry lodowej. Keine grenzen. Pierwotnie w zamyśle miałem cover King Crimson, ale ostatecznie stwierdziłem, że ta wersja "I won't forget" zasługuje na swoje '5 minut' ;) ps.a cover "21st Century Schizoid Man" też sobie sprawdźcie, czyste zuo ;)


Samotny wypad w górki. Jako, że po sobotniej korekcie siodełka (0,5cm poniżej minimalnego insertu;) bólu kolana na drugi dzień praktycznie nie uświadczyłem postanowiłem powalczyć z górkami. Po zmianie czasu poranna korba i ruszyłem dopiero koło 13. Wystarczyło na cztery przełęcze ;)
Carbony mnie wyprzedzajom! ;)
Carbony mię wyprzedzajom! ;) © k4r3l

Pod Kocierzem śmignął mnie jakiś kolo na szosie, ale pozdrowił, więc nie miałem mu tego za złe ;) Oj, gdyby nie ten rower, to nie taki byłby scenariusz, hehe. Dalej pojechałem na dwie fajne i niezbyt popularne przłęczki: Ślemieńską i Rychwałdzką.
Pod Przełęczą Śleszowicką ;)
Pod Przełęczą Ślemieńską ;) © k4r3l
Tu końcówka ostrego wariantu pod Rychwałdek - odpuściłem tym razem ;)
Tu końcówka ostrego wariantu pod Rychwałdek - odpuściłem tym razem ;) © k4r3l

Na tamtych podjazdach grzało co najmniej tak jakbyśmy mieli czerwiec albo lipiec ;) Szło się zagotować to też na każdym podjeździe kask lądował na kierownicy... Później szybka asfaltowa przebitka do Porąbki i ostatni mocniejszy akcent na dzisiaj - Targanicka. Wyjątkowo ze stójki, żeby nie obciążać za bardzo sztycy. Wyszedł solidny trening. Zresztą w taką pogodę to musiałbym chyba być obłożnie chory żeby nie jechać ;)
Powrót na mniejsze zmarszczki ;)
Powrót na mniejsze zmarszczki ;) © k4r3l

Beskidzki szpil z Jaworznem ;)

Sobota, 29 marca 2014 · Komentarze(10)
Uczestnicy
Świetny cover świetnego numeru. Shining, ten szwedzki, bo jest jeszcze równie wyśmienity norweski (romansujący na porządku dziennym z elektroniką ) od lat kroczy własną ścieżką i chwała im za to, bo dzięki temu otrzymujemy dużo naprawdę dobrej muzyki. Wyjazd o bladym świcie tym razem nie wypalił - mgła za oknem skutecznie wygoniła mnie z powrotem do wyra. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo gdzieś w okolicy kawy dzwoni Janusz z propozycją na wspólną traskę. Co prawda na Żar się nie wybieram, ale mogę gdzieś podjechać w okolicę i kawałek śmigniemy razem.
Takie tam na Szymonbajka ;)
Takie tam na Szymonbajka ;) © k4r3l
Chłopaki zjeżdżają z Żaru ;)
Chłopaki zjeżdżają z Żaru ;) © k4r3l

Umawiamy się gdzieś w Międzybrodziu, podjeżdżam do dolnej stacji kolejki pod górą Żar - nauczony zeszłotygodniowym wypadem i bólem kolana, który utrzymywał się przez kilka dni nie chce się forsować. Więc siedzę na betonowej barierce w oczekiwaniu na to kiedy Janusz z Piotrkiem będą zjeżdżać. W międzyczasie masa samochodowych turystów (6 zakonnic, jacyś zagraniczni goście) oraz kilku śmiałków na szosach.
Jak widać bikestatowe koszulki są z daleka widoczne ;)
Jak widać bikestatowe koszulki są z daleka widoczne ;) © k4r3l

W końcu cisną. Pietrek na nowej szosie i w koszulce bikestats - widać go z daleka ;) Krótkie "blabla" i jadziemy dalej, na Kocierz. Chłopaki dziś wyjątkowo nastawione na górki i to się chwali, gdyby nie braki w moim sprzecie też bym poszalał... Może za tydzień ;)
Janusz pod Kocierską ;)
Janusz pod Kocierską ;) © k4r3l
I wyprzedzony Janusz, też pod Kocierską ;)
I wyprzedzony Janusz, też pod Kocierską ;) © k4r3l

Po zjeździe z Kocierza szybki kebs w "Piekiełku". Full lampa, ludzie machają do nas z ulicy - dziś na drogach całe tabuny kolarzy - wery positif ;) Wracając chciałem dać Januszowi zmianę to się zaczął ścigać - i weź tu bądź koleżeński, hehe. Na całe szczęście chwilę potem się odłączałem i nie musiałem więcej oglądać ich gęb, hehe. Skromnie, ale lepsze to niż nic. Dzięki!
Pietrek, ale zajebista koszulka ;)
Pietrek, ale zajebista koszulka ;) © k4r3l
Trochę lansiwa pod kocierską karczmą ;)
Trochę lansiwa pod kocierską karczmą ;) © k4r3l

Kedy ranne wstają zorze ;)

Sobota, 22 marca 2014 · Komentarze(9)
Zapomniałem o tej płycie (ba, to dwupłytowy album!), a to błąd, bo o TAKICH krążkach zapominać nie wolno! The Gathering w swojej szczytowej formie w romansie z kosmicznym progrockiem! Piękna, długaśna suita tytułowa!



Kiedyś sobie obiecałem, że wstanę na wschód słońca i pojadę w jakieś górki obserwować to zjawisko. Niestety, nie tym razem, ale można powiedzieć, że robię postępy :) Póki co najwcześniejszy wyjazd w roku, g. 6:00 i już człowiek w siodle ;) Wstać ciężko, ale po kilka obrotów korbą i od razu przyjemniej.

Śniadanie na Kocierzu ;)
Śniadanie na Kocierzu ;) © k4r3l

Po dwutygodniowej przerwie takie uczucie jest zbawienne. Niestety wciąż na starym rowerze. Wbrew pozoru kupić ramę (zwyczajną, alu, do MTB) i po prostu podmienić podzespoły nie jest tak wcale prosto. Zwłaszcza, że na półkach zalegają sprzęty o małych rozmiarach i najrozmaitszych standardach... Stery, przerzutki, sztyce - jak nie jedno to drugie nie pasuje - przy lakonicznym opisie sprzdawców internetowych to prawdziwa katorga.

Przedżarze ;)
Przedżarze ;) © k4r3l

A z jazdy to dzisiaj to co widać na załączonych obrazkach. Szosowe podjazdy, które jednak z racji zbyt małego roweru będę musiał ograniczyć, bo wymuszona przez geometrię ramy pozycja powoduje ból w kolanie... Kocierz jako pierwszy, na zjeździe z racji spodenek 3/4 trochę ciągnęło lodowate powietrze po piszczelach, ale później było już tylko lepiej.
Puchy na Żarze ;)
Puchy na Żarze ;) © k4r3l

Następnie Żar. Byłem chyba jednym z pierwszych rowerzystów tego dnia na tym kultowym szczycie. Oprócz kota, obsługi elektrowni oraz kolejki nie było tam absolutnie nikogo! A to rzadkość, bo w godzinach szczytu nie idzie tam znaleźć miejsca do siedzenia nawet na trawie...
W Porąbce na zaporze ;)
W Porąbce na zaporze ;) © k4r3l

Powrót standardowo krajówką, przy full lampie! Skręt na Wielką Puszczę i na deser atak na Przełęcz Targanicką. Kusiło  mnie coś więcej pokręcić, ale jak to mówią, jutro też jest dzień ;) ps. nazajutrz nie pojechałem, bo kolano dawało o sobie znać :/
Fajnie się urywa ten asfalt, prawda?
Fajnie się urywa ten asfalt, prawda? © k4r3l

W stronę słońca, czyli siła w Beskidach ;)

Niedziela, 9 marca 2014 · Komentarze(8)
Uczestnicy
Nowe Guano Apes! Już poprzedniej płycie zaprezentowali się w nowej nieco bardziej grzecznej i przebojowej konwencji, ale wg mnie wyszło im to tylko na dobre. W końcu Sandra może zrobić użytek ze swojego głosu. W sobote jakoś czasu brakło, więc trzeba było weekend zakończyć jakąś konkretną setką i upodleniem ;) Do Porąbki wpadł Tomasz i se pojechaliśmy zdobywać górki. Na pierwszy ogień Przegibek - Tomek miał zacieszkę, bo pierwszy raz od tej strony wjeżdżał. Na górze oscyp i hajda w dół - kierunek Wilkowice.
Po zakupach lecimy na Bielsko ;)
Po zakupach lecimy na Bielsko ;) © k4r3l
Na przełęczy tradycyjny oscypek ;)
Na przełęczy tradycyjny oscypek ;) © k4r3l

A jak Wilkowice to wiadomo co. Magurka :) Tomasz atakował ją po raz pierwszy i widać było, że daje mu się ten podjazd we znaki. Na szosę jest ciężki i nie raz podnosiło karbonowy sztuciec do góry. Ale koniec końców udało się. Zjazd też dostarczał wrażeń - kręta wąska droga a niej mnóstwo piechurów z dziećmi i czworonogami, ale ofiar nie było.
Magurka to nie byle popierdółka ;)
Magurka to nie byle popierdółka ;) © k4r3l
Takie proste ostro demotywją ;)
Takie proste ostro demotywją ;) © k4r3l
Ludu na szczycie jak w ulu ;)
Ludu na szczycie jak w ulu ;) © k4r3l

Dalej równie klasycznie czyli przez Bierną i Tresną w kierunku Oczkowa. Cel? Wrócić do Andrychowa stamtąd można tylko w jeden sposób - przez Przełęcz Kocierską :) Wcześniej jeszcze piwko i coś słodkiego na wzmocnienie łydy i można cisnąć. Poszło jak spłatka :)
Teleport wzdłuż jeziora ;)
Teleport wzdłuż jeziora ;) © k4r3l
Tomasz na podjeździe pod Przełęcz Kocierską ;)
Tomasz na podjeździe pod Przełęcz Kocierską ;) © k4r3l

Nie chciałem kończyć z marnym kilometrażem, więc odprowadziłem Tomasza do Zatora - droga tam się nieco ciągnie, bo płasko ale jechało się pomimo dość silnego wiatru bocznego całkiem spoczko. Wróciłem tą samą drogą, nie było sensu kombinować, zwłaszcza, że drogi na okolicznych wioskach są do dupy ;) Dzięki, trzymamy się ramy to się nie posramy :)))
Torebka obciachowa, ale przydatna ;)))
Torebka obciachowa, ale przydatna ;))) © k4r3l

Na lajcie ;)

Niedziela, 2 marca 2014 · Komentarze(12)
Uczestnicy
Piersi są fajne, zespół Pawła Kukiza również ;) Swojego czasu byli krzywym zwierciadłem, w którym przeglądała się ówczesna rzeczywistość. Dziś czasy niby inne, Piersi również już nie te, ale od czego są stare kawałki ;) Co tu dużo kryć, jest jebnięcie, jest żywioł, jest zniszczenie ;)


Niedziela, przeciętny ludź by pewnie pospać raczył, poszedł na sumę, wrócił na rosół i zasiadł przed telewizorem oglądając skoki na zmianę z gorącymi wiadomościami od naszych wschodnich sąsiadów. Nuuuuuda ;) Tym razem w górki z zamiarem trzaśnięcia kilku mocniejszych podjazdów wybrali się Aniuta z Funiem, więc postanowiłem wyjechać im na przeciw. Słowo daję, ten rower przez dwa dni przejechał więcej niż przez ostatnie dwa lata :D
Wał w Czańcu ;)
Wał w Czańcu ;) © k4r3l

Ale, że się trochę obijali po drodzę (ja nie wiem po co im te carbony pod dupami :P), więc żeby nie czekać pojechałem sobie Kęt. W Kentucky nie ma absolutnie nic ciekawego, ot miasto zupełnie podobne do Andrychowa, nawet rynek mają tak samo brzydki i betonowy ;) Posiedziałem tam pół godziny licząc, że gdzieś tędy przemknie dwuosobowy peleton z Jaworzna, niestety... Przmeknęła tylko fala wychodzących z kościoła wiernych ;)
Na zaporze w Czańcu ;)
Na zaporze w Czańcu ;) © k4r3l
Panoramka gratis ;)
Panoramka gratis ;) © k4r3l

Telefon od Tomasza rzuca nowe światło na sprawę: są już w Kobiernicach i trochę im zejdzie na reanimacji Anki :) No to curig. Obróciłem z powrotem w niespełna pół godziny. Chwila na tzw. uprzejmości i wycieczki słowne, trochę pogaduch i z racji niedysponowanej Aniuty jadziemy dziadkowym tempem przez Wielką Puszczę na taki mini-podjeździk zwany Przełęczą Targanicką :)
Betonowe Kentucky ;)
Betonowe Kentucky ;) © k4r3l
Puszca przyjazna rowerzystom ;)
Puszcza przyjazna rowerzystom ;) © k4r3l

Niby niewielka zmarszczka, ale momentami nachylenie rzędu 12-13% robi swoje. Anka zrobiła to na 1,5 raza, zjeżdżając w połowie na dół. Ostatecznie wyjechała na górę zakosami na zaciśniętym hamulcu i z zapasem jednej koronki na swojej mikroskopijnej kasetce, haha. A było rzucać rowerem? :D Nie ma litości, przed górkami się klęka, bo one uczą pokory! Ja zresztą jadąc tu kilka lat temu po raz pierwszy skapitulowałem :)
Anka zaczyna podjazd ;)
Anka zaczyna podjazd ;) © k4r3l

Pojechałem odprowadzić ich do Zatora, po drodze spotkaliśmy zmierzającego na Kocierz Krzycha, którego w ostatniej chwili spostrzegłem :) Gdyby nie moi kompani pewnie bym się z nim zabrał, no ale jako gospodarz musiałem się odpowiednio zachować. W Wieprzu jeden postój na pepsi i dwa kit-katy, by już powoli zaczynało mnie odcinać. Chwilę później nastąpiło gwałtowne załamanie pogody i temp. spadła do 3.5 stopnia!
Wjechała za drugim razem, ale z przerwą ;) Powinna zjechać i spróbować raz jeszcze :D
Wjechała za drugim razem, ale z przerwą ;) Powinna zjechać i spróbować raz jeszcze :D © k4r3l

Pojechałem jeszcze kawałek z nimi i na wysokości Gierałtowiczek zrobiłem nawrót - nie było sensu dalej jechać, bo zaczynało mi zdrowo pizgać w ręce, a później doszły do tego stopy. Pożegnaliśmy się i każdy pomknął w swoją stronę. Przed nimi jeszcze jakieś 50km, a mnie zostało raptem 15. Dziwna pogodowa niedziela, ale z racji na integracyjność ostatecznie całkiem udana ;)

Transport zastępczy ;)

Sobota, 1 marca 2014 · Komentarze(9)
Zaczynali od czegoś co można by nazwać industrialnym metalem a skończyli póki co na post-black metalu. Ich ostatnia płyta jest wyśmienita - przemyślana i niezwykle spójna, dlatego zmierza ona właśnie do mnie za pośrednictwem poczty ;) Świetne mamy kapele w kraju!

Jako że awaria w toku a nie napalam się na nowy suport polując na używkę a jednocześnie przeglądam ramy (również używki i również kellysa, co by najmniej kłopotu były z ewentualnym przełożeniem szpejów) pojechałem swoim ex-rowerem :) Do tej pory jeździła na nim siora, ale jeździła to dość spore nadużycie - sporadycznie na niego wsiadała jadąc z koleżanką na ploteczki :)
Dawno staruszka tutaj nie było ;)
Dawno staruszka tutaj nie było ;) © k4r3l
Na Pilsku śnieg a u nas lampa ;)
Na Pilsku śnieg a u nas lampa ;) © k4r3l
Stąd można wyjechać na Potrójną ;)
Stąd można wyjechać na Potrójną ;) © k4r3l

Kilkanaście lat temu rama pasowała jak ulał, ale teraz 19,5 cala już nie wystarczy. Dobrze, że jakiś czas temu zainwestowałem w sztycę zoom'a o dość konkretnej długości, więc można było wysunąć sporo. Przekręciłem tylko spd'y i pojechałem na krótki trening po okolicy.
Kto odpowiada za wycinkę w Beskidach? Niemcy! ;)
Kto odpowiada za wycinkę w Beskidach? Niemcy! ;) © k4r3l

Zaliczyłem Kocierz wyprzedzając po drodze gościa na pro-szosie (pewnie dopiero zaczyna sezon, bo strasznie męczył bułę;) zjechałem do Kocierza Rychwałdzkiego i tam sobie pojechałem wzdłuż dolinki aż na sam koniec asfaltu. Przyjemna, dzika (na drzewach widać ślady bobrzych kłów siekaczy ;) i cicha okolica.
Bez czasówek to i postój sobie zrobiłem na podjeździe ;)
Bez czasówek to i postój sobie zrobiłem na podjeździe ;) © k4r3l

Zagadał mnie gość - piechur, który przyszedł od strony Suchej. Zdziwił się, że tą drogą dojedzie na Kocierz, więc pokierowałem go na zielony szlak w kierunku Ścieszków Gronia. Po drodze sporo rowerzystów, głównie szosowców właśnie. Z jednym pogadałem chwilę na Beskidku on pojechał dalej a ja zjechałem na chwilę do Puszczy po to, by ponownie wspiąć się na przełęcz. Krótki, ale dający wycisk (sporo podjazdów) trening.

Awaria ;)

Czwartek, 27 lutego 2014 · Komentarze(5)
Drugi singiel Filter doczekał się wideoklipu. Niby nic wielkiego, ale jednak cieszy oko. Poza tym muzycznie mucha nie siada. No i tytuł adekwatny do dzisiejszego tematu :)

No to se pospalałem te pączki. W sumie wchłonąłem pięć, więc powinna być dzisiaj soczysta pięćdziesiątka, ale pomyślałem, że jak zrobię dwa razy Kocierz to na to samo wyjdzie ;) Ale w Targanicach zjeżdżam na pobocze, bo czuję jakiś dziwny luz w korbie. Sprawdzam i co? Ano wielkie g... :) Prawa miska się odkręciła! Ostatnio wymieniałem łożyska w suporcie i pewnie słabo dokręciłem. No nic, myślę wrócę dokręcę i pojadę znowu, ale to co zastałem w środku mnie lekko podłamało - gwint miski totalnie zmielony.
Zewnętrzne zwoje lekko spłaszczone, może na kleju dziada? :)
Zewnętrzne zwoje lekko spłaszczone, może na kleju dziada? :) © k4r3l

W sumie kto wie jak długo w takim stanie korba pracowała, niewykluczone, że już lwią część ostatniego tripu przejechałem w takim stanie... Wyjścia są dwa: albo wystarczy wymiana supportu albo... ramy ;) Gwint w mufie nie wygląda najlepiej, ale mimo to chyba spróbuję wkręcić suport-używkę... Póki co uziemiony :/