Lato? Taaa... :)

Niedziela, 21 czerwca 2015 · Komentarze(3)
Tytuł płyty dokładnie odzwierciedla dzisiejszą sytuację pogodową :) Poza tym to kawał bardzo dobrej jakości hałasu znanego bliżej jako muzyka rockowa ;)


Pierwszy dzień lata - k..wa, ja dziękuję za takie lato... Nie dość, że pizga (no bo nikt mi nie wmówi, że w porywach 15 stopnie to letnia temperaturyka!), to od rana zdążyło już popadać dwukrotnie. Po tym drugim razie nie wytrzymałem i się zebrałem - gdzieś tam nawet przebłyskiwało słońce. Nieco inaczej sytuacja wyglądała na podjeździe - wiedziałem, że suchy na pewno nie będę. Uciekłem z przełęczy w kierunku Żywca w momencie kiedy zaczynało padać. Po paru km musiałem zawrócić, bo nad Jeziorem Żywieckim zaczynało się również niezdrowo kotłować. Dopadło mnie i przez parę km jechałem w lekkim bo lekkim, ale zawsze: deszczu.

Czarno to widzę :)
Czarno to widzę :) © k4r3l
No i popadało ;)
No i popadało ;) © k4r3l

Na powrocie pogadałem chwilę z gościem z Żywca, który pierwszy raz kręcił w tym roku na Kocierz. Miał błotniki, więc na pewno wrócił bardziej suchy niż ja. Na zjeździe po pierwszych dwóch wirażach miałem basem w butach. Żeby je dosuszyć pojechałem jeszcze na )( Targanicką i przez Wielką Puszczę i Porąbkę wróciłem w eleganckim słoneczku do domu. Mam nadzieję, że limit opadów został na najbliższych co najmniej 10 weekendów wyczerpany :)))

A potem zrobiło się tak... :)
A potem zrobiło się tak... :) © k4r3l
I tak ;)
I tak ;) © k4r3l

Leskoviec w (prawie)letnim deszczyku ;)

Sobota, 20 czerwca 2015 · Komentarze(2)
W periodyku zwanym Noise Magazine album Tau Cross został uznany płytą numeru. Jako że to czasopismo tworzą zacne persony postanowiłem sprawdzić, co tez ów Tau Cross pogrywa. Jak na moje ucho to połączenie punk'n'rolla ze stoner rockiem. Bardzo zresztą udane!


Mimo coraz częstszych wyjazdów na szosie o MTB nie zapominam. Bo jak tu zapomnieć o tej adrenalinie, która wydziela się na technicznych zjazdach, o kluczowym balansie ciałem, mocniejszym niż w przypadku szosy chwycie, o satysfakcji z pokonywanych wzniesień, czy wreszcie, tak jak dziś, o błocie bryzgającym spod kół...
Beskid Mały - widok na Jawornicę i Kocierz ;)
Beskid Mały - widok na Jawornicę i Kocierz ;) © k4r3l
Pierwszy deszczyk ;)
Pierwszy deszczyk ;) © k4r3l

Nawet taka górka jak Leskowiec ciągle sprawia dużo frajdy, mimo iż meldowałem się na niej niezliczoną ilość razy. Wcześniej rozkręciłem nogę na lokalnej Pańskiej Górze naszpikowanej fajnymi singlami - można by tu spokojnie wytyczyć świetną, kilku km rundę XC. W drodze powrotnej 1,5km singiel wzdłuż rzeki Wieprzówki - strasznie zarośnięty (rękawki się przydały;), ale i tak sprawił dużo frajdy.
Tenczowo na szczycie ;)
Tęczowo na szczycie ;) © k4r3l
Od północy lepsza widoczność ;)
Od północy lepsza widoczność ;) © k4r3l

Środa minie, tydzień zginie ;)

Środa, 17 czerwca 2015 · Komentarze(3)
Towarzysz dzisiejszej podróży - Modestep, czyli odpoczynek od ciężkich brzmień 'in progress'. Nie sądziłem, że to napisze, ale to świetna płyta!



Środa pod znakiem dnia wolnego, ale nie przesiedzianego. Chociaż ciężko było się zebrać, bo wokół krążyły ciemne chmury, z których lada moment mogło lunąć. Szczęście w nieszczęściu wiało i mimo, że czasem był to wiatr z rodzaju tych upierdliwych, to jednak robotę zrobił i chmurska przegonił.
Z podjazdu na Żar ;)
Z podjazdu na Żar ;) © k4r3l
Żar z trochę innej perspektywy ;)
Żar z trochę innej perspektywy ;) © k4r3l

Żar na luzie, ciut mocniejsze depnięcie pod Rychwałdzką, dalej eksploracja żywieckich przysiółków. M.in. Przyłękowa, gdzie chciało mnie pacnąć wyjeżdżające z podporządkowanej "cinkłeczento" a zza niego dziewczynka pod prąd - miała szczęście, bo zamiast mnie mogłoby to być jakieś auto. Udało się wyhamować...
Łowcy procentów ;)
Łowcy procentów ;) © k4r3l
Coś ostatnio dużo tych przełajów ;)
Coś ostatnio dużo tych przełajów ;) © k4r3l

Ukryty za gałęziami znak zwiastujący 14% podjazd (pod Łyskę) nie pozostawiał wątpliwości - trzeba to sprawdzić. Początkowo droga prowadzi asfaltem, jednak później zamienia się w duże płyty, po to by w końcówce poczęstować nas brukiem, starym asfaltem i... piachem. Ale warto było się wspiąć, chociażby po ten widoczek spod Łyski na Babią. Powrót przez Kocierz bez historii. Takie środy lubię :)
Babia z ostatnihc metrów, po których dało się jechać ;)
Babia z ostatnich metrów, po których dało się jechać ;) © k4r3l

Jurajsko-szosońsko

Niedziela, 14 czerwca 2015 · Komentarze(12)
Uczestnicy
Ostatnio słuchane - Naumachia (Polska). "Analogowy" kawałek na cyfrowej płycie ;)


Nawet nie dziwiłem się tym mijanym po drodze grupkom kolarzy, którzy obrali kierunek przeciwny do naszego - góry przyciągają, ale nawet takim "góralom" jak my zdarza się czasem odstępstwo od reguły. Szybki przelot do Babic i meeting z Tomkiem przy podzamkowym skansenie - dziś tylko on był dysponowany, a szkoda, bo liczyliśmy na większą grupkę jaworznickich reprezentantów ;)

Wypas ;)
Wypas ;) © k4r3l
Dziś było dużo dobrej jakości asfaltów ;)
Dziś było dużo dobrej jakości asfaltów ;) © k4r3l

Ale zdarzały się i takie obrazki ;)
Ale zdarzały się i takie obrazki ;) © k4r3l

Tutaj myślenie nawigacyjne kompletnie mi się wyłączyło - oddałem się rowerowaniu ustalając swoją lokalizację dopiero przy bardziej charakterystycznych miejscach. A tych dziś nie brakowało, o czym nasz przewodnik zawsze w kilku, niekoniecznie nadających się do publikacji, słowach informował ;)
Pustynia Błędowska jest OK :)
Pustynia Błędowska jest OK :) © k4r3l
Znowu zamek, znowu ruina - wiało nudą ;)
Znowu zamek, znowu ruina - wiało nudą ;) © k4r3l

Jurajskie miejscówki są bardzo urokliwe - kątem oka zerkaliśmy także w las, gdzie wiły się zachęcająco wyglądające single, ale dziś miała być tylko szosa. No właśnie, miała... Odcinki przełajowe czy jak ten wybitnie górski (od zamku w Pieskowej Skale) dały się we znaki 25mm continentalom nabitym do 6.5 bara ;)

Skała :)
Skała :) © k4r3l
Rowerowo i zamkowo ;)
Rowerowo i zamkowo ;) © k4r3l

Ruiny jak to ruiny - robią wrażenie, choć nie wszędzie da się dotrzeć na szosie, niekiedy było koniecznie prowadzenie, innym razem odpuszczaliśmy, ale Kuba dzielnie na góralu wjeżdżał wszędzie (m.in. Smoleń(sk) czy ostatni na trasie Tenczynek) - szacun!

Przełaje ;)
Przełaje ;) © k4r3l
Szosa MTB - prawie jak w Beskidach ;)
Szosa MTB - prawie jak w Beskidach ;) © k4r3l

Świetne wrażenie robiła także Pustynia Błędowska, chociaż tamtejszy krajobraz coraz bardziej zielony. Majaczące na horyzoncie zabudowania np. Dąbrowy Górniczej prezentowały się zacnie. To również był ciekawy punkt trasy a zwłaszcza informacja naszego przewodnika (tak na marginesie strasznie wulgarny typ, nie polecam;) o tym, że można tam zrobić niezłe rowerowe safari. Słowem: jeździłbym ;)

Bruki też były ;)
Bruki też były ;) © k4r3l
Zamek Tenczn :)
Zamek Tenczn :) © k4r3l

Rozdzieliliśmy się tradycyjnie w Babicach i pomknęliśmy z Kubą na Wadowice. Tam krótki i ostatni już popas we Frydrychowicach. Nie smakowało już nic - pepsi be, banany bez smaku, jabłka ohydne, ice-tea po minucie zamieniająca się w ciepły rosół ;) A jeść i pić trzeba! ;) W Andrychowie podejmuję decyzję - robię atak na życiówkę. Poprzedni rekord to pamiętna wyprawa do Zakopca z zacną ekipą sprzed dwóch lat - najwyższy czas to poprawić. Zwłaszcza, że szosa zobowiązuje ;) Zegnam się z Kubą i jadę po kilka dodatkowych km'ów.

Nocna Targanica - ktoś naprawił znak ;)
Nocna Targanica - ktoś naprawił znak ;) © k4r3l

W Roczynach kurs na Porąbkę, lecę przez Kobiernicę na zaporę. Tam pierwsze krople deszczu i błyski w oddali. A tu jeszcze trzeba wrócić przez... Wielką (i mroczną o tej porze;) Puszczę, na końcu której czeka... Przełęcz Targanicka. Świetny wypad krajoznawczy, dzięki za towarzystwo i przewodnictwo, życiówka pobita, a na 300 jeszcze przyjdzie czas, ale bez napinki - ultrasem nie jestem ;)

Pętelka z Tool'em ;)

Środa, 10 czerwca 2015 · Komentarze(1)
Uczestnicy
Ukrainsko-rosyjska kolaboracja (duet) , czyli porozumienie ponad podziałami w postaci projektu Dan Deagh Wealcan. Dla fanów eksperymentalnego rocka.


Jak już się wyjść z Krzychem na rower to zawsze się kończy tak samo - przegadane :D No ale raz na ruski (tfu, tfu;) rok człowiek widzi typa, to tak musi być ;) Pętelka na totalnym lajcie, bez żadnych ataków na KOMy :D

ps.3 tysie pykły, a tu jak na złość odcisk na stopie i problemy z paznokciem (standard) - może do nd się poprawi :) Kuracja piwna mode: ON :)

Tropem MTB Trophy ;)

Sobota, 6 czerwca 2015 · Komentarze(12)
Uczestnicy
Trochę modnego grania jeszcze nikomu krzywdy nie wyrządziło ;) Zasłyszane u Artura Orzecha w niedzielnej audycji "Zaraz Wracam".

Ależ się trafiło zawodnikom tegoroczne Trophy - patelnia i pustynia, chociaż szlaki nie wszędzie były suche, o czym sami się przekonaliśmy jadąc fragmentami drugiego etapu - rysiankowego. Jako, że koszulka Finiszera z 2013 roku jeszcze mi nie wyblakła mogłem z czystym sumieniem jechać sobie tą epicką trasę bez numerka, bez spiny, z tak długą przerwą na piwo, jak tylko chciałem :)
Miłe złego początki :)
Miłe złego początki :) © k4r3l
Gdzieś przed Prusowem :)
Gdzieś przed Prusowem :) © k4r3l

50km dojazdówka do Milówki (Kubę zgarniam z bp w Żywcu) i tankowanie przy lewiatanie w oczekiwaniu na Marka, który wyjechał z Cieszyna :) Kierunek Boracza - miało być bezpośrednio, czyli zielonym, ale ostatecznie wylądowaliśmy na... szczycie Prusowa - bezszlakowym, poleconym przez lokalesów, podjazdem, na którym korby trzeszczały. Oczywiście tym, co wjeżdżali, ja sobie kawałek prowadziłem, nie jestem masochistą :D
W dół z Boraczej ;)
W dół z Boraczej ;) © k4r3l
Początek trawersu dnia ;)
Początek trawersu dnia ;) © k4r3l

Na Boraczej popas i znowu w dół, tym razem szlak czarny, bardzo przyjemny (korzonkowa sekcja w lesie) acz krótki :/ Po zjeździe kolejny podjazd drogą ppoż, krótki zjazd i chwila rozkminy. Garmin Marka i nasze papierowe mapy znalazły fajną opcję przedostania się na zielony szlak pod Rysianką. Trawers okazał się strzałem w dziesiątkę i do szlaku dojechaliśmy w siodle mając dodatkowo orgazmatyczne widoki.
Tak, tam sobie pojedziemy :)
Tak, tam sobie pojedziemy :) © k4r3l
Dookoła góry - tak można kręcić ;)
Dookoła góry - tak można kręcić ;) © k4r3l

Tu trafiliśmy na oznaczenia Trophy, wykrzykniki mówiły jedno - leciał tędy zjazd z Rysianki, jednak biada temu, kto zapatrzyłby się na okazały widok z niego się rozpościerający - chwila nieuwagi na kamienistym podłożu i gleba murowana. Pamiętam, że 2 lata temu na Trophy sprowadzałem większość, dziś, na szczęście, szliśmy w górę...
Typowa beskidzka sceneria ;)
Typowa beskidzka sceneria ;) © k4r3l
Przyczajiłem się niczym fotograf bikelife.pl ;)
Przyczaiłem się niczym fotograf bikelife.pl ;) © k4r3l

Na Rysiance dłuższa przerwa i po chwili pierwszy fun'owy zjazd - niebieski do Złatnej. Szlak-esencja - kilkukilometrowy singiel trawersujący zbocza Rysianki z początkową sekcją korzenną z kilkoma liniami do wyboru! Poezja!
Tędy zjeżdżali 'Trofofcy' ;)
Tędy zjeżdżali 'Trofofcy' ;) © k4r3l
Ciśniem, bo uśniem ;)
Ciśniem, bo uśniem ;) © k4r3l

Nie zjeżdżamy do końca tylko w pewnym momencie odbijamy na szeroką drogę w prawu i kierujemy się z powrotem na... Lipowską. Po co? Ano po to, żeby uzupełnić płyny (dzięki za piwo Marek;) ale najważniejsze, żeby zjechać szlakiem nr 2 - zielonym na Boraczą - esencja MTB po raz kolejny i obowiązkowy punkt programu w Beskidzie Żywieckim. Na pewno ciekawszy zjazd niż ta bezsensowna rąbanka z Rysianki, którą leciało Trophy, tylko bez widoczków...
Niebieski do Złatnej ;)
Niebieski do Złatnej ;) © k4r3l
Po wymagających singlu w lesie pora na odkrytą sekcję - czysty fun!
Po wymagającym singlu w lesie pora na odkrytą sekcję - czysty fun! © k4r3l

Z Boraczej powrót do cywilizacji szlakiem niebieskim w kierunku Rajczy - ale on niestety dupy nie urywa - jest zwyczajnie nudny (szeroki, z kilkoma sekcjami rąbankowymi) i na koniec funduje nam jeszcze trochę metrów w górę :D
A na koniec typowa kamerdolnia beskidzka ;)
A na koniec typowa kamerdolnia beskidzka ;) © k4r3l
Kabanos smakował, a potem się wziął za palce ;)
Kabanos smakował, a potem się wziął za palce ;) © k4r3l
No siema, mam 8 m-cy i jestem malutkim szczeniaczkiem ;)
No siema, mam 8 m-cy i jestem malutkim szczeniaczkiem ;) © k4r3l

Z Rajczy jedziemy jeszcze asfaltami do Milówki by uzupełnić braki żywnościowe w lewiatanie. Człowiek megaprzegrzany a tu jeszcze trzeba wracać pisiont km do domu :) Pierwszy raz rezygnujemy z pkp, co okazało się nawet dobrym wyborem. Marek jedzie bonusowo Kamesznicę - a kto zna ten podjazd, to wie, że tam lekko nie ma. Epicki Beskid Żywiecki odhaczony - pora na jego drugą część czyli Raczę i Rycerzową. Trzeba korzystać póki dni długie ;)

Łysa Hora (CZ) z bandą :)

Czwartek, 4 czerwca 2015 · Komentarze(12)
Uczestnicy
Odpowiedni podkład, czyli czeskie Třináct Stoleti :)



Łysa Hora - jeden z planów na ten rok został zrealizowany szybciej niż się spodziewałem, może dlatego, że na spontanie? Obyło się bez tworzenia szumnych wydarzeń na fb czy forum - kilka zjebek i mocnych słów przez sms i o 11 na cieszyńkim rynku pojawiło się... 11 kolorzy! Szok i niedowierzanie ;) Daniel pięknie nas poprowadził do celu.
Panie Gustav, na plaże to inny direkt :D
Panie Gustav, na plaże to inny direkt :D © k4r3l
Daniel-przewodnik i orędownik ;)
Daniel-przewodnik i orędownik ;) © k4r3l
Niech Was nie zmyli ten szelmowski śmiech - idzie mi w pier..olić ;)
Niech Was nie zmyli ten szelmowski uśmiech - idzie mi w pier..olić ;) © k4r3l

Trafiło się kilka fajnych i widokowych skrótów. Praktycznie cały czas na horyzoncie majaczył nam nasz cel - charakterystyczna wieża na wysokości 1323m. Do Krasnej dojechaliśmy z kilkoma przystankami na ogarnięcie grupy, w tym jednym na zakupy, gdzie dowiedzieliśmy się, że woda niegazowana to neperliwa :D

Cel namierzony :)
Cel namierzony :) © k4r3l
Corozki bliżej ;)
Corozki bliżej ;) © k4r3l
Prawie jak w dolince kocierskiej, a to przecież Krasna ;)
Prawie jak w dolince kocierskiej, a to przecież Krasna ;) © k4r3l

Sam podjazd re-we-lac-ja! Gdyby nie miejscami dziurawa nawierzchnia byłoby idealnie, ale to przeszkadzało głównie na zjazdach. Niestety gps nie policzył mi segmentu uphill'owego błądząc gdzieś poza podjazdem właściwym przez co jest pretekst, żeby tam wrócić raz jeszcze. Dojechałem dłuższą chwilę po Danielu, który zmieścił się w niecałych 40 minutach i załapałem się na "szerokie pudło" na czwartym miejscu :)
Początek podjazdu i zbieranie sił :)
Początek podjazdu i zbieranie sił :) © k4r3l
Łydy pieko, a to dopiero początek :)
Łydy pieko, a to dopiero początek :) © k4r3l
Lama ciśnie z blatu :D
Lama ciśnie z blatu :D © k4r3l

Na szczycie chwila dla reportera, pogaduszki z Polakiem, który wjechał tu rowerem... elektrycznym :) oraz popas w tamtejszym schronisku (spagety + mały Radegast). Ciekawostka kulinarna: spaghetti w wydaniu czeskim to makaron z dużą ilością sera i... keczupem :) Obyło się bez okupowania toi-toia :)
Tak wygląda ostatni wiraż przed szczytem :)
Tak wygląda ostatni wiraż przed szczytem :) © k4r3l
Można i tak, silniczek Yamahy i średnia pod górę 14km/h :D
Można i tak, silniczek Yamahy i średnia pod górę 14km/h :D © k4r3l
Charakterystyczny obelisk na szczycie, widoczki średnie :)
Charakterystyczny obelisk na szczycie, widoczki średnie :) © k4r3l
Dokumentacja musi być :)
Dokumentacja musi być :) © k4r3l

Droga powrotna to walka z wiatrem, do Cieszyna grupka zdążyła się konkretnie porwać, ale fajnie bo czekali na spóźnialskich, czyli przykładowo mnie :) W Cieszynie pożegania czas i każdy rusza w swoją stronę. Diabelski plan zakładał Salmopol, ale z racji późnej pory i konieczności dłuższego popasu odpadał. Koniec końców jechaliśmy wcale też nie krótko przez Goleszów, Górki i Jaworze. W Bielsku postanowiłem zrekomepensować sobie brak Białego Krzyża Przegibkiem i na totalną dobitkę - Przełęczą Targanicką.
Spagety po czesku :)
Spagety po czesku :) © k4r3l
Oscypek na Przegibku :)
Oscypek na Przegibku :) © k4r3l

Łysa Hora odhaczona, kolejne zakręcone osoby poznane, tegoroczny rekord trasy ustanowiony. Takie Bosze Body to ja rozumiem - dzień święty święcić :)

Kocierz x 2

Wtorek, 2 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Standardowy kierunek po pracy. Szybki, wyjazd bez zbędnych przygotowań, chociaż z obawami czy nie rozpęta się jakaś burza... Ostatecznie pokropiło tylko na granicy Sułkowic z Targanicami, a nóżka podawała na drugim podjeździe i udało się uzyskać całkiem dobry czas.

Szybki Kocierz :)
Szybki Kocierz :) © k4r3l

Lesko z ekipo ;)

Niedziela, 31 maja 2015 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Srogość - bardzo ciekawy black metalowy duet, choć trochę czasu potrzebowałem, żeby przekonać się nie tylko do konwencji, ale i do automatu perkusyjne. Ten utwór był pierwszy, który zapadł w pamięć niemalże od razu...


Po wczorajszych burzach i ulewach wycieczka w teren nie była pewnie najbardziej odpowiednia, ale postanowiliśmy się trzymać hardo planu, co to go kilka dni wcześniej zatwierdziliśmy :) W czteroosobowym składzie (miła odmiana od wczorajszej, samotnej jazdy) ruszyliśmy na taplać się błotach Beskidu Małego. Punktem docelowym był Leskowiec, na który chciał dotrzeć Maks, gdyż jeszcze go tam nie było.
Na rozgrzewkę ;)
Na rozgrzewkę ;) © k4r3l
Sporo było tych podjazdów :)
Sporo było tych podjazdów :) © k4r3l
Ęduro Konrad :)
Ęduro Konrad :) © k4r3l
Leskowiec dziś łaskawy ;)
Leskowiec dziś łaskawy ;) © k4r3l

Sęk w tym, że Kuba postanowił nam urozmaicić trasę prowadząc ją najpierw przez Bliźniaki - niewielkie górki z mega-wypychem, a następnie kilkukilometrowy podjazd na Leskowiec. Początkowy odcinek podjazdu to przeprawa przez potok i błoto, więc łatwo nie było, później zrobiło się przyjemniej i korzystając z dobrodziejstw "młynka" kręciliśmy już na sam szczyt z jedną przerwą na sesje foto przy okazałych skałach, gdzie Konrad dał popis ogarniania bardzo fajnego zjazdu.
Gęby zadowolone ;)
Gęby zadowolone ;) © k4r3l
Końcówka zielonego ;)
Końcówka zielonego ;) © k4r3l
I znowu do góry... ;)
I znowu do góry... ;) © k4r3l

Żeby było ciekawie pomknęliśmy czerwonym szlakiem w stronę Anuli, gdzie zjechaliśmy naprawdę fajnym zielonym do Targoszowa. Ostatnio jak tamtędy zjeżdżałem urwałem szprychę i musiałem zawrócić, dziś już bez takich niespodzianek. Na koniec raz jeszcze podjazd pod Leskowiec. Tu chłopaki ostro naginali pod górę a ja zamykałem tyły na lekkim odcięciu. Po tych 50 km czułem się jak z krzyża zdjęty - to nie są łatwe góry :)
Na czerwonym szlaku ;)
Na czerwonym szlaku ;) © k4r3l
Drugi popas przy schronisku ;)
Drugi popas przy schronisku ;) © k4r3l
Maksiu szaleje na singlu pod Jaworzyną :)
Maksiu szaleje na singlu pod Jaworzyną :) © k4r3l

Matyska - góra wiatrów ;)

Sobota, 30 maja 2015 · Komentarze(2)
Chyba już wrzucałem Coffinfish, ale właśnie ukazała się debiutancka płytka tego krakowskiego zespołu i nie sposób o tym wydarzeniu nie wspomnieć. "I Am Providence" to bardzo przyjemne, bujające, choć wciąż mocne granie. Dla odmiany w wersji live, bo całkiem fajnie tu wszystko słychać.


Wiecie od czego jest wiatr? Oprócz oczywiście wiania w mordę? Także od krzyżowania planów ;) Te były ambitne - potwórka Tour de Pilsko sprzed dwóch lat. Jednak wizja walki z żywiołem przez 200km przegrała z rezerwowymn pomysłem zdobycia Matyski - nie było mnie tam jeszcze. Górka znana jest z kontrowersyjnej drogi krzyżowej, na stacjach której stoją rzeźby pełne nieścisłości i miejscami dwuznacznej symboliki. Toczą się dyskusje co też artysta miał na myśli, czy nie zakpił z tradycji chrześcijańskich, etc. Jakoś na miejscu nie wzięło mnie na podobne refleksje - może to też z powodu tego wiatru? Hu nołs :)
Na zaporze w Porąbce - są fale, jest wiatr ;)
Na zaporze w Porąbce - są fale, jest wiatr ;) © k4r3l
Na zjeździe z Przegibka ;)
Na zjeździe z Przegibka ;) © k4r3l
Beskid Żywiecki ;)
Beskid Żywiecki ;) © k4r3l
Nie dość, że się błyszczy, to jeszcze jest podświetlany ;)
Nie dość, że się błyszczy, to jeszcze jest podświetlany ;) © k4r3l
Ups, czarno to widzę ;)
Ups, czarno to widzę ;) © k4r3l
Klasyczny schron :D
Klasyczny schron :D © k4r3l

Powrót tradycyjnie drogą na Żywiec gdzie łapie się na KOMa (ex equo kilka takich samych czasów) o jakże wymownej nazwie "Za wonią Browaru - Sprint" - grunt to dobra motywacja, hehe. Powrót przez Kocierz zakłócony przelotnym opadem przeczekanym pod wiatą przystanku wraz rowerową parką wracającą właśnie z Przełęczy Kocierskiej. Burza poszła w stronę Madohory, jednak zrobiło się tak parno, że na podjeździe pod przełęcz zwyczajnie się zagotowałem i mnie odcięło. Organizm widać nieprzyzwyczajony do takich wysokich temperatur majowo-czerwcowych :D