Na tropie Bokserów, czyli ęduro w Beskidzie Małym ;)

Sobota, 12 września 2015 · Komentarze(3)
Czy może być coś lepszego niż towarzysko-rowerowa sobota? Jasne, że tak. Moglibyśmy skończyć jazdę np. na wspólnym browarze, jednak z różnych względów było to niemożliwe ;) Z rana dzięki wehikułowi Damiana teleportujemy się do Wilkowic pod Magurkę, gdzie ugadani jesteśmy z nie byle kim na objazd tamtejszych ścieżek 'enduro' o kryptonimie Boksery. Za przewodnika robi nie kto inny jak serwisant kadry MTB / Kross Racing Team - Maciej (Bike Doctor Service), którego zadaniem jest oprowadzenie nas po tych arcyciekawych agrafkach na stoku Magurki Wilkowiciej. Z kolei na audyt zjechała zacna ekipa ze Śląska - znana wszystkim bikestatowiczom Dorota (mambaonbike), która zjawiła się w towarzystwie Artura, Kuby i Grzegorza (SCS OSOZ). A więc siodło w dół i jazda!

Ekipa zwarta i gotowa - ogień!
Ekipa zwarta i gotowa - ogień! © k4r3l

Jaki przyświecał nam cel? Zapoznanie się z trasą oraz przede wszystkim fun będący wypadkową adrenaliny, zmęczenia i ogólnie pojętej radochy wynikającej z pokonywania technicznych zjazdów najeżonych ciasnymi i stromymi agrafkami wypełnionymi korzeniami, kamieniami oraz sztucznymi dropami. Te ostatnie, zwłaszcza w rozmiarze XXL, odpuszczałem (szkoda by było zmarnować pogodny weekend na wizytę w szpitalu;) jednak ekipa świetnie temat ogarniała, a Maciej cierpliwie tłumaczył jak najlepiej zabrać się do pokonania danej przeszkody. W tym miejscu szacun dla Doroty za zjechanie kilku kosmicznie wyglądających (zarówno z góry jak i z dołu) sekcji ;)

Jak to zjechać panie doktorze? ;)
Jak to zjechać panie doktorze? ;) © k4r3l

Wspólnie pokonaliśmy Boksery 1 i 2, przy czym ten drugi zdecydowanie był przyjemniejszy z wyraźnie odczuwalnym "flow". Na trzeciego już nie pojechałem z ekipą, bo nie chciało mi się podjeżdżać czwarty raz pod Magurkę ;) Zamiast tego odświeżyłem sobie zjazd z Czupla (czerwony/żółty/zielony), następnie podjazd zielonym na Przełęcz Isepnicką (niespodziewany KOM na mega-sztywnym segmencie - miał nosa ten co go tam założył;) i dalej w kierunku Kocierza. Typowa turystyka z masą podjazdów i zjazdów. Dzięki ekipie za wyjątkowo udane sobotnie przedpołudnie!

Nudy na szlaku ;)
Nudy na szlaku ;) © k4r3l

Okoliczne sztajfy ;)

Czwartek, 10 września 2015 · Komentarze(9)
Wyjazd z cyklu "za ciosem". Dziś wcześniej, żeby nacieszyć się ciepłem generowanym przez słońce. Pierwszy raz na szosie pojechałem na Nowy Świat, taka okoliczna franca w rejonie Międzybrodzia Bialskiego. Pamiętam, że kiedy ostatnio tam jechaliśmy z Tomkiem na góralach to 'tropiliśmy węża' ;) Tym razem na szosie z kasetą 25, więc spodziewałem się podobnego, jak nie gorszego scenariusza ;) To były bardzo ciężkie dwa kilometry. Dobrze, że na górze czeka w nagrodę widoczek (zdjęcie lewym górnym rogu) ;)

Tak było ;)
Tak było ;) © k4r3l

Żeby nie spocząć na laurach pojechałem jeszcze Kocierz również stromą ul.Widokową (klasyczna droga jest do końca września rozkopana i nieprzejezdna) a po drodze wpadły jeszcze takie smaczki jak podjazd przez Oczków oraz dwie sąsiadujące ze sobą ulice w Kocierzu Moszczanickim: Zielona i Górska. Ta pierwsza to klimatyczny podjazd wąską nitką asfaltowo-płytową w lesie (zdjęcie nr 3 oraz panoramiczne) , natomiast Górska (środkowa fotka w górnym rzędzie) to odsłonięta sztajfa z jednym takim momentem gdzie skapitulowałem i musiałem wprowadzać. Gdybyście tam kiedyś wjeżdżali uważajcie na dwa luźno biegające owczarki - wyglądały łagodnie (stary szczekał, młodszy tylko biegał), ale na koniec ten dorosły skoczył do klamry w bucie i lekko ją szarpnął, także nigdy nic nie wiadomo ;) Najważniejsze to zachować spokój ;)

height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/389292672/embed/a509ff2819000e8b925e4982d2472d7892e1d277">

Alejki grozy ;)

Środa, 9 września 2015 · Komentarze(6)
Tytułowe alejki to nic innego jak strome i ślepe uliczki. Jedna przykładowo idzie tuż obok cmentarza, a więc spokojnie można iść w trupa walcząc o KOMa (właśnie założyłem segment - zapraszam;) Na koniec rozjazd na Przełęcz Kocierską - wierzcie mi, po tych sztajfach pedałowało się lajtowo :) Na zjeździe mega wypizg - kamizelka, rękawki i nakolanniki mnie uratowały, choć i tak było zimno, bo wszystko mokre po wcześniejszych podjazdach...
Skrót wydarzeń ;)
Skrót wydarzeń ;) © k4r3l

MTB (Złota Góra, Trzonka)

Wtorek, 8 września 2015 · Komentarze(4)
Uczestnicy
Pogodowo mam nadzieję, że to będzie złota polska jesień, natomiast muzycznie nie mam już wątpliwości: czarno to widzę ;) Nowa Mord'a'stigmata jest świetna!


To taki trochę paradoks - być na urlopie i kręcić po okolicy. Dziś lajtowa przekrętka w celach filmowo-zdjęciowo-eksploratorskich ;) Tereny dawno nie odwiedzane: widokowy zielony szlak w okolicach Trzonki, wymagający żółty w rejonie Złotej Góry i czarny z tajną miejscówka poza szlakiem czyli Warownią na trakcie. To samotna skała pośród drzew, z której rozpściera się magiczny widok na północny skraj Beskidu Małego i wijącą się nitkę Traktu Cesarskiego, którym zazwyczaj poruszam się na szosie walcząc o jak najlepszy czas pod Przełęcz Kocierską ;) Dalej jest już tylko Śląsk :)
Idzie jesień i to mi się podoba ;)
Idzie jesień i to mi się podoba ;) © k4r3l

Efekty dzisiejszego wyjazdu w filmowej pigułce :) Muzykę grozy dostarcza jak zwykle niezawodny w takich wypadkach Modestep ;)

height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/388287515/embed/9d05c10c3abcd664a634422ebfe063c7bcae742f">

MTB (pochmurny klasyk)

Niedziela, 6 września 2015 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Muzycznie pozostajemy w słowiańskich klimatach, bo właśnie zbliża się premiera mini albumu Thy Worshiper. Ależ to jest piękne, organiczne i niezwykle bogato zaaranżowane granie!

Krótko, tak żeby się nie zasiedzieć do reszty na tym urlopie. Deszcz? Wiatr? Chłód? To naprawdę żadna przeszkoda i warto ruszyć się w góry jeśli nie dla samej frajdy wynikającej z obcowania z przyrodą to chociaż na piwo ;) My połączyliśmy dziś przyjemne z pożytecznym napawając się po drodze klawymi widokami skończyliśmy w schronisku na Jaworzynie przy zimnym okocimiu ;) Pod Leskowcem tylko 8 stopni - trzeba odkopać cieplejsze ciuchy, bo niechybnie zbliża się jesień, a z tego co wieszczą serwisy pogodowe w wyższych górach już nawet sypnęło ;)
Rowery, kunie, góry ;)
Rowery, kunie, góry ;) © k4r3l
Na Potrójnej jak zwykle widokowo ;)
Na Potrójnej jak zwykle widokowo ;) © k4r3l
Leskowiec również oferuje przyjemne dla oka landszafty ;)
Leskowiec również oferuje przyjemne dla oka landszafty ;) © k4r3l
height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/386456370/embed/22c0b47f24c74383e75696d6bf565c946f789c14">

Sobota z KOMem ;)

Sobota, 5 września 2015 · Komentarze(2)
Akurat słucham. Dobre, bo polskie. I słowiańskie ;)


Po emocjach związanych z mistrzostwami świata mtb i kolejnym górskim etapem na hiszpańskiej Vuelcie pora była ruszyć 4 litery. Niestety, zachmurzenie i późna pora nie pozwoliła na wiele, więc tym razem skromne 1,5h. Drogi w remontach, więc kluczę po wioskach nieznanymi nitkami - niektóre są w naprawdę opłakanym stanie: kocie łby na kocich łbach, łata na łacie ;). Wracając z Wadowic wymija mnie na centymetry autobus. Doganiam typa, który utknął na światłach (hehe), ładuję mu się przed przednią szybę i robię wykład na temat "1,5m w praktyce". Zielone, ruszamy, jadę ciut dalej od pobocza, gość wyprzedza mnie ponownie, tym razem z przepisowym (no powiedzmy ;) odstępem - posyłam mu OKejkę w boczne lusterko. Kto jak kto, ale zawodowi kierowcy powinni respektować przepisy i dawać innym przykład - dziś odświeżyłem jednemu kodeks ;) Powrót o 19:30 - prawie ciemno... brrr.

ps. dziś wpadł jeden KOM i dwa miejsca na podium ;)

Góry zostają za plecami ;)
Góry zostają za plecami ;) © k4r3l

Szosa pod wieczór ;)

Piątek, 4 września 2015 · Komentarze(2)
Kolejni Polacy robiący za sprawą swoich dźwięków szum na całym świecie. Mgła!


Wieczorna szosa z myślą o ataku na kilka KOMów. Na jednym z segmentów spotykam rowerującą kuzynkę i jej koleżankę - akurat rozgadujemy się metr przed końcem segmentu :DDDD Czas do poprawy ;) A dziś było tak (niestety weekend zapowiadają pod znakiem deszczu:/):

W takich okolicznościach aż chce się walczyć o KOMy :D
W takich okolicznościach aż chce się walczyć o KOMy :D © k4r3l

Beskid Mały o zachodzie ;)
Beskid Mały o zachodzie ;) © k4r3l

Hasztag: żenua ;)

Czwartek, 3 września 2015 · Komentarze(3)
Raz na rok się zdarza. Jesz konkretne śniadanie, pakujesz plecak a wszystko to z myślą o 50, może 60 km górskiej wyrypy. Wracasz po godzinie :D Nie szło kompletnie. Lamiłem na najdrobniejszych technicznych elementach, nie czułem 'flow', nie było przyjemności z pokonywania korzonków i innych naturalnych przeszkód. Na dodatek stery upomniały się o serwis - nie lubię jak mi coś strzela, tyka, cyka i ogólnie grozi odpadnięciem ;) Może jutro spróbuję raz jeszcze ;)

Coś nowego ;)
Coś nowego ;) © k4r3l

Autentyczny rozjazd ;)

Poniedziałek, 31 sierpnia 2015 · Komentarze(0)
Kolejna paczka z Kanady dotarła. Ciekawostka: płynęła przez miesiąc i 10 dni ;) A w niej takie cudo rodem z Québec'u.



Jak w tytule - po morderczej niedzieli nogi miałem jak z kamienia. W zasadzie dopiero dziś (środa) przestał mnie boleć jakiś tam mięsień uda. Poniedziałek na spokojnie - zaliczyć kilka ślepych uliczek w okolicy. Niestety, nie wiadomo skąd zrobiło się 500 metrów w pionie ;) Ale tempo spokojne, wręcz amatorsko-rekreacyjno-turystyczne ;) Sierpień to miesiąc jak do tej pory rekordowy. 1560km i 24000m w pionie w tym ustanowiona życiówka, czyli dwukrotnie przekroczona bariera 400km! - to już się szybko nie powtórzy ;)
Migawki z trasy ;)
Migawki z trasy ;) © k4r3l

height="405" width="590" frameborder="0" allowtransparency="true" scrolling="no" src="https://www.strava.com/activities/382387615/embed/710638ceb34aca8e4520dd8e71913440a9df530b">

Piekielny Beskid Śląski ;)

Niedziela, 30 sierpnia 2015 · Komentarze(8)
Kategoria >100, bike: Ciorny
Uczestnicy
Właśnie tego potrzebował Judasz - księdza! :P :D


Absolutny klasyk jeżeli chodzi o Beskidy koniecznie od przejechania przynajmniej raz w roku! Razem z Markiem chętnym na górską poniewierkę po tygodniu w, co tu kryć, płaskim jak naleśnik Opolu zaplanowaliśmy konkretną wyrypę. Po drodze takie smaczki jak Karkoszczonka, Salmopol, Malinów (zjazd z niego ge-nial-ny!), morderczy podjazd pod Malinowską Skałę, dalej patelnia w drodze na Skrzyczne.

Tresna w porannej mgle ;)
Tresna w porannej mgle ;) © k4r3l
Gomole na Karkoszczonce ;)
Gomole na Karkoszczonce ;) © k4r3l
Marek robi dym na zjeździe z Malinowa ;)
Marek robi dym na zjeździe z Malinowa ;) © k4r3l
Zwiecha na Malinowskiej ;)
Zwiecha na Malinowskiej ;) © k4r3l

Tu spotykamy ex-bikestatowiczkę Mambę, która razem z Arturem podobnie zresztą jak my, planuje zjechać do Buczkowic wymagającymi szlakami ęduro. Lamię na nich jak zawsze, raz nawet łapię bliski kontakt z matką ziemią, ale ogólnie jest fun! Nie jedziemy długo razem. Kiedy snejka łapie Marek, mówimy im, żeby jechali, bo nie ma sensu, żeby przez nas tracili czas, kiedy my mamy zaplanowaną całodniową wyrypę. To był dobry wybór, bo 15 minut później dętkę dobijam ja. I to z przodu. Pozazdrościłem Dorocie jej magicznego ciśnienia 0.8 bar! i przeholowałem z popuszczaniem wiatru ;) Fajnie było spotkać znaną blogerkę na szlaku, która nie jest szafiarką :D Pozdrówki ;)

Patelnia w stronę Skrzycznego ;)
Patelnia w stronę Skrzycznego ;) © k4r3l
Wszędzie dobrze, ale w cieniu najlepiej ;)
Wszędzie dobrze, ale w cieniu najlepiej ;) © k4r3l
Niespodziewane spotkanie na szlaku ;)
Niespodziewane spotkanie na szlaku ;) © k4r3l

W Szczyrku przerwa w Biedrze na zapasy (żymły, woda i takie tam;) Okazuje się, że moja połatana butaprenem dętka nie wytrzymuje temperatury. Dzięki Markowi mogę jechać dalej, chociaż gdybym wiedział co nas czeka, to pewnie bym zawrócił :) Podjazd na Klimczok niebieskim a później zielonym szlakiem do było coś niewyobrażalnego w tym upale. Od tego momentu zaczęły mnie łapać skurcze czego efektem było prowadzenie nawet na płaskich odcinkach, ale przynajmniej trawers na zielonym obfitował w epickie widoczki, więc nie narzekałem. Zjazd do Bielska tym razem osławionym w środkowisku Dziabarem - no jest co zjeżdżać - tylu agrawek dawno nie jechałem. Część sprwoadzałem, ale już byłem tak przegrzany, że nie chciałem ryzykować gleby, nawet mając na względzie, że tam szpital niedaleko ;)

Markowy snejk ;)
Markowy snejk ;) © k4r3l
Zielony trwers Klimczoka ;)
Zielony trwers Klimczoka ;) © k4r3l
Bielsko-Biała ;)
Bielsko-Biała ;) © k4r3l

Po hamburgerze, lodziku i pepsi na Dębowcu kończymy wspólną jazdę - Marek jedzie na kawę do Marzen a ja cisnę na hałs. Oczywiście przez Przegibek i Targanicką - górskie, ale najspokojniejsze warianty biorąc pod uwagę ruch na drogach. Ostatnią przełęcz już robię z buta - skurcze są tak mocne, że nie pomaga nawet typowo górskie mielenie 22x34 ;) Byłem bardziej po tej trasie zmięty niż zeszłotygodniowych 400! Wściekły upał i mega sztywne podjazdy zrobiły swoje. Wypiłem chyba ponad 5 litrów różnych napojów (1l pepsi, 1.4l izo domowe, 1.5l 4move, 1l wody zwykłe i smakowe) a mimo to nie uniknąłem skurczy. Pomagało też polewanie się wodą z bidonu - bez tego resztki tego co nazywają mózgiem miałbym ugotowane!